czwartek, 28 listopada 2013

Nieprzewidziane sytuacje.

- Arthur!
Maya chciała dowiedzieć się skąd wziął się siniak pod okiem chłopaka, choć ten skutecznie ją unikał. Szybkim krokiem szła za nim do stołówki, aż w końcu przed drzwiami go złapała.
- Wołałam cię – powiedziała lekko zdyszana.
- Śpieszę się – odparł wymijająco.
Chłopak chciał wyrwać się z uścisku dziewczyny, lecz Maya na to nie pozwoliła.
- Kto ci to zrobił i czemu mnie unikasz?
Wskazała na siniaka.
Przez całą lekcje próbowała zwrócić na siebie uwagę chłopaka. Rzucała w niego papierkami, prosiła, żeby ktoś go szturchnął i nawet rzuciła ołówkiem. Zamiast jego, zwróciła uwagę nauczyciela, który wlepił jej godzinę kozy po lekcjach. A Arthur dalej w zaparte udawał jakby jej nie znał. Po dzwonku jako pierwszy opuścił klasę.
- Nie muszę ci się tłumaczyć –warknął i po raz pierwszy spojrzał jej w oczy.
Nie musiał. Ale Mayę nie chciało opuścić wrażenie, że to przez nią pod okiem chłopaka był siniak.
- Maya!
Dziewczyna na dźwięk swojego imienia odwróciła się i dostrzegła Tess idącą w jej kierunku. Jej rude włosy podskakiwały z każdym kolejnym krokiem.
- Widzę, że poznałaś Arthura – powiedziała.
Maya zwróciła się do chłopaka, lecz jego już tam nie było.
- Tak – odpowiedziała lekko zdezorientowana. – Wiesz może skąd ma takie limo pod okiem?
- Harry mu je zrobił – odparła jakby to było oczywiste.
Maya spojrzała na nią z niedowierzaniem.
- Wszyscy o tym wiedzą, ale Arthur się do tego nie przyzna – oznajmiła.
- Ale czemu to zrobił?
Tess spojrzała na nią jak na debilkę.
- Przez ciebie.
Maya otworzyła szerzej oczy z niedowierzania. Przez nią? Co ona zrobiła? Przecież zaledwie wczoraj przyjechała, a Arthura poznała dopiero dzisiaj.
- Przeze mnie? – wykrztusiła po chwili. - A co ja zrobiłam? 
- Nic nie musiałaś robić, wystarczy, że pojawiłaś się w domu – westchnęła. – Maya, Harry postanowił cie zdobyć.

Szła pewnym krokiem do stolika na środku stołówki, przy którym siedział Harry i cała jego banda. Wokół było pełno ludzi, wszyscy rozmawiali i śmiali się.
- Co ty sobie myślałeś? – warknęła.
Chłopak odwrócił się i gdy zobaczył Mayę od razu na jego twarzy pojawił się uśmiech. Założył ręce na piersi i przyjrzał jej się uważnie.
- Przestań pogrywać, Harry – dodała nieco spokojniej.
- Nie rozumiem o czym mówisz – odparł rozbawiony.
Grupka ludzi, która siedziała przy stoliku zaczęła chichotać i szeptać. Zaraz cała stołówka zwróciła uwagę na Mayę i Harrego. Czekali na dalszy rozwój sytuacji.
- Co ci zrobił Arthur, że go uderzyłeś? – spytała.
- On już dobrze wie za co dostał – powiedział. – Niech następnym razem trzyma gębę na kłódkę – dodał uniesionym tonem.
- Dobrze się bawisz kosztem innych, hm? Ludzie to nie zabawki, a skoro tego nie widzisz to jesteś pieprzonym skurwysynem – warknęła. – I daruj sobie te całe podchody. Słyszałam o tobie. Słyszałam jak postępujesz z nowymi. Myślisz, że jestem taka sama? – prychnęła. – Nigdy nie będę twoja – dodała z całkowitym spokojem w głosie.
Harry spoglądał na nią z przymrużonych oczu. Analizował każde jedno słowo wypowiedziane przez dziewczynę.
- Jeszcze zobaczymy – szepnął.
Dziewczyna nie wytrzymała. Zamachnęła się i uderzyła Harrego w policzek. Plaśnięcie rozniosło się echem po stołówce, w której nagle rozniosło się nieprzyjemne, wspólne westchnienie. Chłopak przetarł dłonią policzek i spojrzał gniewnie na dziewczynę.
- Nie powinnaś była tego robić.
- Zbliż się do mnie, a to powtórzę – warknęła.

Siedziała niespokojnie spoglądając cięgle na zegarek nad tablicą. Chciała wrócić już do domu i się wyżyć, ale musiała odbębnić godzinę kozy. Nie tak miało wszystko wyglądać. Miała przecież nie rzucać się w oczy, a już po pierwszym dniu cała szkoła o niej plotkowała. Każdy zastanawiał się co przeskrobała, że znalazła się w domu Margaret Greer. W domu, gdzie trafia niezdyscyplinowana i trudna młodzież. 
Ludzie tworzyli własne historie. Kiedy siedziała w klasie i czekała na nauczyciela, obiło jej się o uszy parę historyjek. Szeptali, że urodziła i porzuciła dziecko; że brała narkotyki i ściga ją seryjny zabójca na zlecenia jakiegoś dilera narkotyków; że okradła i zatłukła starszą panią, która nieświadoma przechodziła na pasach dla pieszych. Nie raz miała ochotę wstać i wyjawić całą prawdę. Ale co by to dało? Jeszcze bardziej wzmogłaby zainteresowanie wokół siebie, a tego nie chciała.
Stukała niespokojnie długopisem o blat ławki, gdy do sali weszła Jane i bez zastanowienia usiadła obok Mayi. Wszyscy spoglądali na nią zdziwieni jej zachowaniem.
- Widziałam co się stało podczas lunchu – powiedziała beztrosko.
Maya nie odpowiedziała. Nie chciała brać udziału w tej rozmowie.
- On cie nie zostawi. Nigdy nie odpuszcza – powiedziała z goryczą w głosie. – Zrobi wszystko, żeby cie zdobyć, przelecieć, potem zostawić. Wygra zakład, a największą wygraną będzie to, że się w nim zakochasz. Wszystkie się zakochują.
- Założył się – prychnęła. – Harry to nadęty, zadufany w sobie, bezczelny, zarozumiały, arogancki palant, który myśli, że wszystko wolno. Nie mam zamiaru być jego zabawkę i kolejną laską do zaliczenia. Kolejnym trofeum. Nie tym razem – powiedziała stanowczo.
- Każda tak mówiła – powiedziała.
Wstała i usiadła dwie ławki dalej. Z Harrym! Objęła go ramieniem i zaczęła mu coś szeptać do ucha, co rusz spoglądając na Mayę i chichocząc.
- Gdzie je trafiłam? – zapytał sama siebie kładąc głowę na ławkę.

Mayi nie widziało się od razu po szkole wracać do domu. Szła zamyślona ze słuchawkami przez miasto, nie zwracając na nikogo uwagi. Chciała przez chwilę odetchnąć i poukładać sobie w głowie dzisiejszy dzień. To był tylko jeden dzień, a tak się namieszało.
Chciała wiedzieć którą jest? Czwartą, dziesiątą, dwudziestą? Ile Harry zranił i wykorzystał dziewczyn? Dlaczego to zrobił? To jest jakiś psychopata, którego cieszy ból innych? I jaką rolę gra w tym wszystkim Jane? Kiedy Maya pierwszy raz ją spotkała wydawała się zwykłą dziewczyną, z wyjątkiem, że wszyscy schodzili jej z drogi. A teraz? Teraz Maya uważała, że jest niezłą intrygantką. Co chciała pokazać, kiedy najpierw bez powodu siada i z nią rozmawia, a później obściskuje się z Harrym?
W kieszeni Mayi zawibrował telefon. Sięgnęła po niego i odebrała.
- Cześć tato – powiedziała bez zastanowienia. Wiedziała, że to on dzwoni.
- Cześć skarbie. Jak tam pierwszy dzień w szkole? – zapytał z ciekawością.
- Jest Okej, choć jeszcze nie mogę się przyzwyczaić – odparła. Zatrzymała się, przeczesała włosy i zamknęła oczy. – Ludzie i nauczyciele są w porządku – skłamała.
- A w domu? Jak dogadujesz się z panią Greer?
- Dobrze. Margaret jest bardzo miła – poinformowała. – Słuchaj tato, ja muszę kończyć, bo jestem trochę zajęta – skłamała.
- Och. No dobrze – westchnął zawiedziony. – Porozmawiamy kiedy indziej. Kocham cię.
- Ja ciebie też. Pa.

Harry leżał na łóżku i podrzucał sobie piłeczkę tenisową tuż nad głową. Rozmyślał o dzisiejszym zachowaniu Mayi na stołówce. Wiedział, że prędzej czy później dostanie po twarzy, ale pierwszy raz zdarzyło mu się, że dostał po drugim dniu znajomości. Zazwyczaj dziewczyny były zachwycone, że Harry w ogóle zwrócił  na nie uwagę.
- Wstawaj, idziemy na miasto – usłyszał głos swojego przyjaciela – Louisa.
Od kiedy Harry wprowadził się do domu Margaret, zawsze trzymali się razem. Wiedzieli o sobie wszystko i mogli w pełni sobie zaufać. Lou wiedział dlaczego chłopak tu trafił i rozumiał jego zachowanie, bo sam nie zachowywał się lepiej. Zawsze pakują się kłopoty na własne życzenie. Nie potrafią siedzieć bezczynnie, więc robią wszystko żeby ubarwić sobie życie.
- Zaskoczyła mnie dzisiaj – odpowiedział nie ruszając się z miejsca.
Louis widząc, że ten nie ma zamiaru się ruszyć, rozłożył się obok.
- Policzek nadal masz czerwony – zaśmiał się.
Harry odruchowo przetarł policzek.
- Czemu tu trafiła?
- Sam chciałbym wiedzieć. Kiedy jej się spytałem to nie chciała powiedzieć, a Margaret też nic nam nie powie – westchnął. – Jane nie chce się ode mnie odczepić.
- Zauważyłem – odparł Lou. – Czemu jej jasno nie dasz do zrozumienia, żeby się odpierdoliła?
Harry się zaśmiał i przypomniał jak ostatnio się zabawiali.
- I wszystko jasne. Co masz zamiar zrobić z Mayą?
- Jeszcze nie wiem, ale coś czuję, że będzie trudniej niż zwykle.
Po tych słowach zobaczyli Mayę. Weszła na korytarz i stanęła przed otartymi drzwiami Harrego spoglądając to na jednego to na drugiego. Odwróciła się i weszła do siebie trzaskając przy tym drzwiami.
- Ale i tak dostanę to czego chcę. A w tej chwili chcę Mayę. 


***

Witajcie! Na samym wstępie chciałabym Was przeprosić za opóźnienia. Rozdział miał być w poniedziałek, potem w środę, a jest dzisiaj. Przepraszam. Miałam na głowie szkołę, sprawy prywatne, warsztaty, byłam zmęczona i nie miałam siły nic napisać. A nie chciałam pisać na siłę i dawać wam rozdziału z którego nie jestem zadowolona.
Co do opowiadania. Jak się podoba? Jak myślicie, dlaczego Maya i Harry trafili do domu pani Margaret? Czekam na Wasze opinie w komentarzach. Całuję, pozdrawiam i do napisania!!! 


sobota, 23 listopada 2013

Pierwszy krok do wygranej

- Nie będzie aż tak źle.
- Tak myślisz?
Maya wpatrywała się w swoją nową opiekunkę, ta zaś krzątała się po kuchni i przygotowywała posiłek. Wyglądała jakby była w swoim żywiole. Z perfekcją, a zarazem z elegancją siekała warzywa, aby następnie wrzucić je na patelnię. W kuchni unosił się wspaniały zapach warzyw i przypraw.
- Tak – odparła kobieta nie przerywając gotowania. – Zadomowisz się raz-dwa, skarbie. W szkole są wspaniali ludzie, a tutaj masz moje wsparcie. Nie martw się.
Tych parę słów podniosło Mayę na duchu. Strasznie obawiała się jutrzejszego dnia, bo był to przecież jej pierwszy w nowej szkole.  Nie pomijając faktu, że od pewnego czasu nie uczęszczała na zajęcia w starej szkole.  Całe dnie spędzała w domu. Nawet ojciec nie był w stanie skłonić jej, aby wyszła do ludzi. A teraz nie miała wyboru, chyba, że chciała trafić do poprawczaka. A nie chciała.
Z rozmyślań ocknął Mayę odgłos zamykanych drzwi. Po chwili do pomieszczenia wszedł brunet o oczach koloru nieba. Stanął i przez chwilę wpatrywali się w siebie. Mrugnął pośpiesznie i wyciągnął rękę do dziewczyny.
- Conor – powiedział wpatrując jej się w oczy,
- Maya – odparła ściskając jego dłoń.
Ten jeszcze przez chwilę wpatrywał się w jej brązowe oczy i przerzucił wzrok na panią Greer.
- Margaret, mnie i Tess nie będzie dzisiaj na obiedzie. Mamy próbę w szkole i najprawdopodobniej potrwa do wieczora – powiedział i ponownie spojrzał na Mayę.
- To może zapakuje wam trochę i zjecie na miejscu? – spytała odwracając się do chłopaka.
- Nie ma potrzeby. Zamówimy sobie coś od Arthura – dodał wychodząc z kuchni.
- Tylko wróćcie przed godziną policyjną! – krzyknęła zanim usłyszałyśmy trzaśnięcie drzwiami.
Po obiedzie Maya zeszła do swojego pokoju, przebrała się w stare ciuchy i chwyciła farby. Na ścianie koło łóżka zaczęła malować pojedyncze, czarne pasma, nie zastanawiając się co z tego wyjdzie. Nie miała żadnego pomysłu, chciała tylko się wyżyć. Po godzinie, gdy odłożyła pędzel i przyjrzała się swojej pracy na jej twarzy pojawił się smutek. Na ścianie bowiem widniała skulona postać wśród cieni. Obraz był ciemny, smutny i odzwierciedlał uczucia dziewczyny. Po policzku postaci spływała łza, oczy miała zamknięte, a usta były rozchylone jakby nie mogła złapać tchu.
- Wow. To jest takie dołujące i… mocne – usłyszała głos Harrego za plecami.
Odwróciła się i napotkała spojrzenie chłopaka. Miał na sobie białą, opinającą jego mięśnie koszule i czarne spodnie. Pod ubraniami było widać tatuaże, które nagle zaciekawiły Mayę. Chciała wiedzieć, gdzie je ma i jakie ma.
Podszedł do niej, wyciągnął rękę i starł farbę z jej policzka. Spojrzał na jej usta i przybliżył się jeszcze bardziej.
- Masz ochotę na spacer? – spytał nie odrywając wzroku od jej ust.
- Nie mam – odpowiedziała.
Zbliżyła się do niego tak, że ich usta dzieliły centymetry.  Spojrzał jej w oczy zaintrygowany i zaskoczony. Nie spodziewał się tego.
- Ale możesz już wyjść. Chcę zostać sama – wyszeptała do jego ust.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę, że tu trafiłaś – powiedział rozbawiony.
Cień zaskoczenia, który jeszcze przed chwilą widziała w jego oczach znikł, a na jego miejsce weszła pewność siebie, władczość. Założył jej kosmyk włosów za ucho, pozostawiając dłoń na jej szyi dłużej niż było to konieczne. Uśmiechnął się szelmowsko, spojrzał na jej usta, następnie odwrócił się i wyszedł zamykając za sobą drzwi.

Następnego dnia Mayę obudziły głośne rozmowy. Nałożyła na głowę poduszkę i zacisnęła uszy, żeby jak najmniej do niej docierało. Ale bezskutecznie. Rozmowy się nasiliły i były coraz głośniejsze. Walnęła poduszkę w kąt i spojrzała na zegarek. Siódma rano! Dawno nikt jej nie zbudził tak wcześnie. Zazwyczaj ojciec odpuszczał sobie po dziesięciu minutach proszenia.
Niechętnie wstała z łóżka i zaspana wyszła na mały korytarzyk łączący pokoje i łazienki. Rozmowy, a raczej kłótnie dochodziły z pokoju Harrego, który był dokładnie naprzeciwko jej. Gdyby tak otworzyć ich drzwi, mogliby widzieć co drugie robi w pokoju.
Zapukała do drzwi i nastała chwilowa cisza. Maya usłyszała szmer w pokoju i po chwili Conor otworzył drzwi. Harry siedział na łóżku, które stało na samym środku pomieszczenia. Był w samych dresach, co dziewczynę lekko rozkojarzyło.
- Jakbyście mogli trochę ciszej rozmawiać, byłabym bardzo wdzięczna – powiedziała spoglądając to na jednego, to na drugiego.
Conor przyglądał jej się badawczo. Harry nie był w tyle. Omiótł dziewczynę wzrokiem, która była w krótkich spodenkach i w o dwa rozmiary za dużej koszulce.
- Wszystko czego pragniesz – odpowiedział Harry z nutą rozbawienia w głosie.
Maya zamknęła drzwi i wróciła do swojego pokoju. Już nie chciało jej się spać, choć mogła jeszcze poleniuchować, zanim wyjdzie do szkoły.
Obawiała się ludzi, ich reakcji i tego czy sobie poradzi. Nie chciała zawieść ojca, którego już nie raz zawiodła i panią Greer, która obdarza Mayę dużym zrozumieniem i wsparciem.
Założyła dżinsy, szarą bluzkę na długi rękaw, która swobodnie okalała jej szczupłe ciało, a na koniec włożyła czarne trampki.
- Nie rzucać się w oczy i wrócić do domu – mówiła do siebie.
Sięgnęła po torbę, również w neutralnych kolorach i poszła na górę.
- Idę do szkoły – krzyknęła do gospodyni.
- Już? Nie zjesz śniadania? – spytała kobieta wchodząc do salonu.
- Nie jestem głodna. Nie chcę się spóźnić pierwszego dnia – odparła i ruszyła do drzwi.
- Poczekaj. Narzucę coś na siebie i cię podwiozę – zaproponowała.
- Nie trzeba – odparła odwracając się w drzwiach. – Wczoraj Tess powiedziała mi jak trafić. Chcę się przespacerować.
- Skoro tak – odpowiedziała nieco zawiedziona. – Miłego dnia, skarbie.
- Dziękuję – odpowiedziała zamykając drzwi.

Szła powoli ze słuchawkami w uszach, pogrążona we własnych myślach. Z każdym kolejnym krokiem się zbliżała do szkoły, przez co jej stres stopniowo zaczął wzrastać. Ręce miała spocone, a serce biło jakby chciało wyskoczyć. A przecież to tylko szkoła.
Stanęła przed gmachem. Był to ceglany budynek złożony z czterech skrzydeł: w północnym i południowym znajdowały się sale lekcyjne, we wschodnim i zachodnim były między innymi stołówka, sala gimnastyczna, aula, gdzie wystawiano szkolne sztuki, a także pokoje nauczycieli w tym dyrektora, który był trenerem drużyny football-owej. Przed szkołą znajdował się parking, gdzie większość miejsc była już zajęta.
Weszła do środka i od razu serce zaczęło jej niespokojnie łomotać. Było głośno i tłoczno. Ruszyła w stronę sekretariatu. Przynajmniej tak myślała, korzystając ze wczorajszych wskazówek Tess. Dziewczyna zaoferowała jej, aby pojechały razem, lecz Maya odmówiła. Nie chciała się nikomu narzucać.
W pewnym momencie wpadła na jakąś dziewczynę, strącając przy tym jej książki. Miała piękne, ciemnobrązowe włosy, które okalały jej drobną i niewinną twarz. Spojrzała na Mayę gniewnie i zaczęła zbierać książki z podłogi.
- Przepraszam, nie zauważyłam cię – odparła Maya pomagając nieznajomej.
- Nie szkodzi, ale na przyszłość uważaj – uśmiechnęła się. – Jesteś nowa?
- Tak. Wczoraj przyjechałam – odpowiedziała. – Jestem Maya. Mogłabyś wskazać mi sekretariat?
- Jasne, nie ma sprawy. Ja jestem Jane – odparła. – Chodź za mną – dodała i bez odpowiedzi  ruszyła przez zatłoczony korytarz.
Ludzie ustępowali jej z drogi, jakby się bali, że zaraz wybuchnie. Spuszczali głowy i odchodzili, albo zajmowali się czymś innym byle tylko nie zwracać na siebie uwagi Jane. Maya w milczeniu przyglądała się reakcji ludzi, którzy przyglądali jej się niepewnie. Szeptali coś do siebie i pokazywali palcem na dziewczynę. No to nici w nie rzucaniu się w oczy.
Razem z Jane weszły do sekretariatu. Kobieta za biurkiem uniosła głowę i gdy dostrzegła Jane na jej twarz wstąpił grymas niezadowolenia.
- Dyrektor już czeka – powiedziała do niej.
Jane bez odpowiedzi ruszyła w stronę drzwi po drugiej stronie pomieszczenia.
- Dzień dobry, nazywam się Maya Rauly. Miałam się zgłosić po plan lekcji – powiedział uśmiechając się lekko.
- Dobrze, już drukuje – odparła kobieta i wstukała coś w komputer.
Po chwili podała Mayi wydruk z nowym planem lekcji.
- Pójdź do skrzydła północnego, pierwsze drzwi po lewej – powiedziała kobieta.
Maya trafiła bez problemu do klasy. Weszła i omiotła wzrokiem pomieszczenie. Podeszła do nauczyciela. Był to puszysty mężczyzna sporo po czterdziestce, ze spodniami wysoko podciągniętymi przez szelki, a do tego miał zielony krawat w prążki. Całość dopełniały drobinki potu na jego pulchnej twarzy i koszuli.
- Dzień dobry, jestem Maya Rauly. Nowa uczennica – powiedziała uśmiechając się skromnie.
- Tak, zostałem poinformowany – odwzajemnił uśmiech. – Ja nazywam się Ronald Kligins i nauczam matematyki. Proszę, znajdź sobie wolne miejsce.
Dziewczyna posłuchała i ruszyła na sam tył sali w wolne miejsce obok przystojnego bruneta.
- Wolne? – spytała.
- Jasne, siadaj – odparł ocierając swoje zaspane oczy. – Witamy na lekcji Pot-mana. Jestem Arthur.
- Maya – odparła i usiadła w ławce.
- Czemu przeniosłaś się w środku roku szkolnego? – nagle spytał.
- Miałam problemy z nauczycielami – skłamała.
W tym momencie do sali wszedł spóźniony Harry. Można było usłyszeć stłumione westchnienia niektórych dziewczyn Już było z dziesięć minut po dzwonku, a on wszedł jak gdyby nigdy nic. Spojrzał na Mayę, a potem na Arthura i spiorunował go wzrokiem.
- Lepiej trzymaj się od niego z daleka – powiedział Arthur stłumionym głosem.
- Czemu? – zaciekawiła się spoglądając ukradkiem na Harrego, który usiadł dwie ławki przed nią.
- Jeszcze się przekonasz – odparł i na tym skończyła się cała konwersacja między nimi.
Po dzwonku na przerwę Maya kupiła sobie wodę z automatu, a następnie znalazła swoją szafkę. Wymieniła książki i ruszyła na biologię.
Jak na razie dzień mijał spokojnie i bez żadnych komplikacji, co niezmiernie cieszyło Mayę. Nikt tak naprawdę nie zwracał na nową dziewczynę uwagę. Ot, kolejna nudna uczennica. Można by rzec, że się zrelaksowała, a po porannym stresie nie było śladu.
Idąc do klasy zauważyła Arthura. Ruszyła w jego stronę, ale gdy tylko ją zauważył odwrócił głowę i przyśpieszył kroku, żeby się na nią nie natknąć. Nawet usiadł gdzie indziej. Ale najdziwniejszy był siniak pod jego prawym okiem, którego jeszcze godzinę temu nie było. Usiadła zdezorientowana na swoim miejscu i spojrzała na Harrego, który opierał się szarmancko na krześle z zadowoloną miną, wpatrywał się w Arthura.

***

No i jest kolejny rozdział, z którego nawet jestem zadowolona. Dodałam późno, bo zazwyczaj wieczorami je dopracowuje. Jakoś lepiej mi się myśli. No i standardowe pytanie: co myślicie i czy się podoba? Jak myślicie co wyniknie dalej? Kolejny rozdział postaram się dodać w poniedziałek, najpóźniej we wtorek. Buziaki! Do napisania!
EDIT* Rozdział pojawi się jutro (środa 27/11), ponieważ nie jestem w stanie się dzisiaj wyrobić. Szkoła, warsztaty, dom... przepraszam i do jutra <3




niedziela, 17 listopada 2013

Zapoznanie

- Nie zostawiaj mnie tu – szepnęła do ojca.
Ten spojrzał na nią ze łzami w oczach. Chciał zabrać córkę do domu, dbać o nią i się opiekować. Sprawić, aby znowu poczuła się bezpieczna. Ale tym razem nie mieli wyjścia.
- Sąd tylko na taką opcję się zgodził – odparł przytulając ją do siebie. – Nawet się nie obejrzysz, a już wrócisz do domu. Zobaczysz – zapewnił.
Pocałował ją w czubek głowy i odsunął się lekko. Wsiadł do taksówki i odjechał.
Stała jeszcze chwilę wpatrując się w odjeżdżający pojazd, po czym weszła do środka, gdzie w salonie czekała na nią nowa opiekunka.

- Nie akceptuje w domu żadnych papierosów, alkoholu, narkotyków i innych substancji odurzających. Nie ma sprowadzania żadnych chłopców na noc. Wyjścia pozaszkolne konsultujesz ze mną. Będą obowiązywały cię codzienne obowiązki, od których się nie wymigasz. Reszta domowników może to potwierdzić. Jeśli nie będziesz dostosowywać się do zasad panujących w domu, będą kary. Szanujemy się nawzajem. Nie toleruję kłótni i przekleństw. Szczególnie przekleństw.
Pani Greer wpatrywała się w Mayę uważnym wzrokiem. Czekała na jakąkolwiek reakcję ze strony dziewczyny, lecz ta wpatrywała się w swoje dłonie.
- Zrozumiałaś zasady? – spytała w końcu.
- Tak, zrozumiałam. – Uniosła głowę spoglądając na kobietę i uśmiechając się lekko.
- To dobrze – westchnęła. – Cóż. Najwyższa pora pokazać ci twój nowy pokój.
Kobieta wstała z kanapy i ruszyła przez ustronnie urządzony salon. Minęła stojący na środku pomieszczenia karmelowy stolik i weszła do korytarza, a następnie zeszła na dół do piwnicy. Maya bez słowa podążała za kobietą. Rozglądała się dookoła i próbowała wyłapać jak najwięcej szczegółów. Brązowo-karmelowe ściany na których wisiało mnóstwo zdjęć pani Greer z młodzieżą, posąg drzewa w rogu salonu, który wił się wzdłuż ściany, kominek po drugiej stronie, miękki, biały dywan, liczne półki z książkami o twardej okładce, czarny zegar ścienny z roślinnymi motywami, karmelowe sofy z brązowymi poduszkami.
- Twoje rzeczy zostały już zniesione do pokoju. – powiedziała wchodząc do pomieszczenia.
Dziewczyna zdziwiła się wchodząc do środka. Nie tego się spodziewała. Myślała, że zamieszka w malutkiej klitce z rozkładanym, niewygodnym łóżkiem, małą szafeczką i lampką nocną. Ale zamiast tego zastała przestronny pokój z dużym, niebieskim łóżkiem w rogu pomieszczenia. Wydawało się wygodne i aż kusiło aby się w nim położyć. Nad nim były jedyne w pokoju dwa okna przystrojone lampkami. Na przeciwko było biurko z najróżniejszymi przyborami szkolnymi począwszy od książek, a kończąc na farbach. Obok stała sztaluga z białym, nietkniętym płótnem, gotowym do malowania. Oprócz tego w pokoju znajdowała się szafa i dwie półeczki, duże, podłużne lustro, a na ścianach były pozawieszane ramki, ale bez zdjęć. Przy drzwiach stały walizki dziewczyny.
- Tata wspomniał, że lubisz fotografię i malarstwo – powiedziała kobieta widząc zainteresowanie Mayi pustymi ramkami. – Też nie malowaliśmy ścian, bo pomyślałam, że chciałabyś sama coś wymyślić.
- Mogę namalować co zechcę? – zapytała jakby nie mogła uwierzyć w to co usłyszała.
- Oczywiście, ale w granicach rozsądku i przyzwoitości – zaśmiała się, obdarowując Mayę szczerym uśmiechem. – W pokoju obok jest Tess, dalej Conor, a pokój naprzeciwko okupuje Harry. W korytarzu są dwie łazienki, dla dziewcząt i chłopców osobne, oczywiście.
Wskazała dłonią pomieszczenia, które wszystkie dzielił korytarz.
- Jesteś może głodna? Chcesz coś zjeść?
- Nie, dziękuje. Chciałabym się rozpakować i odpocząć.
- Dobrze – uśmiechnęła się. – Witamy w domu.
Maya niepewnie odwzajemniła uśmiech, gdy kobieta wychodziła. Była wdzięczna za gościnę, pokój, za miłe przywitanie, za wszystko, ale nie wyobrażała, aby tutaj był jej dom. Tak naprawdę nigdzie nie czuła się jak w prawdziwym domu, odkąd dwa lata temu wraz z tatą wyprowadzili się z Filadelfii. Od tamtej pory czuła się nie na miejscu, jakby nigdzie nie pasowała. I między innymi przez to wpadła w kłopoty, przez które z kolei wylądowała tutaj.
Chwyciła walizkę i zwinnym, szybkim ruchem rzuciła ją na łóżko. Zaczęła się rozpakowywać, wszystko ustawiać po swojemu. Przestawiła biurko i szafkę, sztalugę ustawiła w róg pokoju. Zdjęła puste ramki ze ścian i schowała je w jednej z dolnej szuflad. Gdy wszystkie rzeczy wyjęła, walizki wepchnęła pod łóżko.
- Cześć.
Maya wzdrygnęła się upuszczając telefon na ziemię. Odwróciła się i napotkała wzrok rudowłosej dziewczyny. Opierała się o framugę z przyjaznym uśmiechem.
- Cześć.
- Ty jesteś ta nowa. Maya, tak? – spytała podchodząc bliżej.
- Tak, Maya Rauly – odpowiedziała wyciągając dłoń w stronę nieznajomej.
- Ja jestem Tess, dla niektórych Wiewióra albo Szyszka – uścisnęła dłoń. – Widzę, że się już udomowiłaś  – dodała spoglądając na pokój i wszystkie rzeczy Mayi.
- Można tak powiedzieć – odpowiedziała nie bardzo wiedząc co więcej dodać.
- Tess, pośpiesz się, bo się spóźnimy – ktoś krzyknął z góry.
- To Conor. Jeszcze zdążysz go poznać – powiedziała. – Może chcesz z nami pójść na przedstawienie organizowane przez kółko teatralne?
- Dziękuje, ale chciałam jeszcze tu trochę ogarnąć.
- No dobrze – mruknęła ponownie spoglądając na pokój. – To do zobaczenia wieczorem – dodała i wyszła.
- Na razie – powiedziała bardziej sama do siebie.
Podniosła telefon z ziemi i odłożyła go na biurko. Wychodząc z pokoju wpadła na jakiegoś chłopaka. Zachwiał się i poleciał do tyłu ciągnąć dziewczynę ze sobą. Upadli i przez kilka sekund Maya leżała w bezruchu na chłopaku.
- Przepraszam – powiedziała schodząc z chłopaka.
Podała mu dłoń,  choć nie było to konieczne. Chłopak chwycił rękę i wstał strzepując ze spodni kurz. Spojrzał na nią i się uśmiechnął.
- Nic nie szkodzi – wyciągnął do niej dłoń. – Jestem Harry.
- Maya – uścisnęła rękę chłopaka.
To był ten sam chłopak, który siedział na schodach domku naprzeciwko tego. Okulary przeciwsłoneczne, które wcześniej miał na nosie, zawiesił sobie na koszulce. 
- A więc ty jesteś tym nowym rodzynkiem – stwierdził nadal się uśmiechając. – Co przeskrobałaś, że tu trafiłaś?
Założył ręce na piersi i bacznie jej się przyglądał. Ona mu zresztą też. Szczególnie jej uwagę przykuwały zielone oczy Harrego.
- Nic takiego. Szkolne problemy – odpowiedziała wymijająco.
Harry zlustrował ją od dołu do góry przygryzając przy tym dolną wargę. Maya spuściła wzrok, a on jeszcze szerzej się uśmiechną. Pewność siebie biła od niego na kilometr.
- Cóż, miło cię poznać, ale muszę już iść – powiedziała.
Chciała go minąć, ale ten stanął jej na drodze. Był tak blisko niej, że czuła zapach jego perfum. Serce zaczęło jej szybciej bić i obawiała się, że to zauważy.
- Mogę pójść z tobą. – Bardziej stwierdził niż zapytał. – Z pewnością przyda ci się przewodnik, a ja znam całe miasto.
 - Dziękuje za propozycję, ale poradzę sobie sama.
Kolejny raz spróbowała przejść, ale tym razem stanął jeszcze bliżej. Prawie się ze sobą stykali. Zirytowana podniosła głowę i spojrzała mu w oczy.
- Przepuścisz mnie czy będziemy się tak bawić?
- Skoro tu trafiłaś to oznacza, że lubisz niedozwolone rzeczy – powiedział zakładając pojedynczy kosmyk włosów za jej ucho.
Pod wpływem jego dotyku zadrżała. Nie cofnęła się, ale za to on tak. Przesunął się na tyle, aby mogła przejść. Spojrzała ostatni raz w jego oczy. Coś ją w nich intrygowało, była ciekawa w co on gra. Odwróciła wzrok i weszła po schodach na górę.
- Do zobaczenia – powiedział, gdy była na szczycie schodów. 
Przystanęła na  chwilę zastanawiając się czy się nie odwrócić. Przemogła ciekawość i ruszyła dalej nie oglądając się za siebie. 



Jak na razie nic specjalnego, ale tak ma być. Nie chcę wszystkiego wyrzucać już teraz. Powoli akcja będzie się rozgrywać i wszystko będzie się wyjaśniać. Kolejne posty będą dłuższe. Mam nadzieję, że rozdział przypadł wam do gustu. Co o nim myślicie?

poniedziałek, 11 listopada 2013

Przeprowadzka

Stuk! Stuk! Stuk!
Przez głowę mężczyzny przechodził tylko ten dźwięk. Tak irytujący i nieznośny, zarazem sprawiający wielki ból.
Walizka z każdym kolejnym uderzanym schodkiem wydawała coraz to głośniejszy stukot, tak jakby dziewczyna, która znosiła ją na dół, chciała, aby mężczyzna na dobre zapamiętał ten dźwięk.
Mocno ściskała rączkę walizki, aż jej knykcie robiły się coraz bledsze. Walczyła ze sobą, aby nie zrzucić jej na dół.
W końcu stanęła naprzeciwko ojca. Miał bladą twarz, podkrążone i zmęczone, niebieskie oczy. Spojrzał na nią przelotnie i chwycił walizkę. Oderwał się od komody o którą się opierał i wyszedł na dwór, zostawiając za sobą otwarte drzwi.
Posłusznie za nim wyszła. Wiedziała, że przegrała i że żadnymi kłótniami nic nie wskóra. Ale ciągle miała nadzieję, że mężczyzna zmieni zdanie.
Wsiedli do samochodu. Dziewczyna przyciągnęła kolana do siebie i włożyła słuchawki. Włączyła muzykę i próbowała zapomnieć.
Lecz wspomnienia były zbyt silne. Gdy zamknęła oczy, ciągle pojawiała się jego twarz. Te pełne bólu oczy, które gasły, gdy na nią patrzył. Dźwięk karetki i krzyki ludzi, tworzące jeden wielki chaos.
Otworzyła oczy i wyjęła słuchawki rzucając je na dno torebki. Spojrzała przez szybę. Wiedziała, że niedługo dojadą na miejsce i że tam zostanie. Sama. Czuła odrazę do samej siebie, że doprowadziła do tej sytuacji. Wiedziała, że gdyby się wtedy nie zgodziła, to by do tego nie doszło. I to ją męczyło. Tak bardzo chciała cofnąć czas i wszystko naprawić.
Samochód po dwugodzinnej jeździe się zatrzymał. Rozejrzała się dookoła i jej wzrok padł na domek przy którym zaparkowali. Był biały i schludny, miał duże, łukowate okna, werandę, gdzie stały najróżniejsze, doniczkowe rośliny, a prowadziła do niego ścieżka wyłożona kamykami.
Wysiedli z samochodu. Ojciec wyjął walizki z bagażnika, a dziewczyna mu się tylko przyglądała. Zamknął bagażnik i ruszył w stronę domu, gdzie w drzwiach pojawiła się gospodyni domu. Była niską i pulchną kobietą o przyjaznym spojrzeniu. Brąz włosy upięła w niedbały kok, z którego uciekały pojedyncze, kręcone kosmyki, które niezdarnie odgarniała za ucho. Miała na sobie niebieską sukienkę sięgającą kolan i czarny fartuszek ubrudzony mąką i czymś zielonym.
Uśmiechnęła się do mężczyzny, wytarła dłonie w pognieciony fartuch i podeszła bliżej wyciągając do niego dłoń.
- Pan Rauly, jak mniemam – uścisnęła dłoń i spojrzała na dziewczynę, która nadal stała w tym samym miejscu. – Nazywam się Margaret Greer. Rozmawialiśmy przez telefon.
- Tak. Dzień dobry. – uśmiechnął się sztywno i skinął na dziewczynę. – A to moja córka, Maya.
Maya uśmiechnęła się nieznacznie i podeszła bliżej.
- Proszę. Niech państwo wejdą. – wskazała na dom i ruszyła bez odpowiedzi.
Pan Rauly chwycił walizki i ruszył za kobietą, natomiast Maya zastała na zewnątrz. Podeszła do schodków i usiadła na jednym z nich. Po drugiej stronie stał taki sam dom, gdzie na schodach i huśtawce na werandzie było trzech chłopaków. Ochoczo o czymś rozmawiali spoglądając od czasu do czasu na dziewczynę.

- Ile jej dacie? – spytał przyglądając się dziewczynie.
Wyciągnął nogi na schodach i spojrzał na kolegę siedzącego obok. Miał brązowe nastroszone włosy i szelmowski uśmiech na twarzy. 
- Dwa tygodnie i po sprawie. Stary, każda dziewczyna, która tu trafia jest taka sama – odpowiedział.
- Wy dalej swoje gierki? – żachnął się chłopak, który siedział na huśtawce. – To przestało być zabawne po ostatniej akcji. 
Wyciągnął ręce z kieszeni.
- Założymy się? - zaproponował pierwszy. - Co Conor? Pękasz?
- Pięć dychy, że nic z tego nie będzie – odpowiedział po chwili namysłu.
 - Stoi. Dwa tygodnie i będzie jadła mi z ręki - zaśmiał się złowrogo.
    Miał brązowe kręcone włosy i dołeczki w policzkach. Ciemne okulary przysłaniały jego zielone oczy.











No i jest początek. Co o tym sądzicie? Mam nadzieję, że kogoś zainteresowałam do dalszego czytania. Postanowiłam też zrobić dwa zwiastuny. Który bardziej przypadł Wam do gustu? Ja w sumie nie mogłam się zdecydować i też dlatego dałam dwa. Zachęcam do skomentowania i obserwowania. I do zobaczenia niebawem. Rozdział powinien pojawić się w przeciągu paru dni. Sądzę, że z 3-4 dni. Zostawiajcie linki do siebie, ale nie spamujcie. Proszę. Wejdę na pewno i postaram pozostawić po sobie komentarze. Pozdrawiam. 


Witam ponownie!

Cześć i czołem! Witam ponownie po nieco dłuższej przerwie. Wcześniej prowadziłam kilka blogów, ale niestety musiałam usunąć konto, a wraz z nim moje opowiadania. Bywa i tak. Ale przybywam z kolejnym! Mam nadzieję, że się spodoba. No nic. Blog na razie wygląda jak wygląda... pracuje nad nim. Mam zamiar jakiś ładny szablon skombinować. I zapraszam do zakładki po prawej, aby zapoznać się z bohaterami... Nie będę się rozpisywać. Za chwile wrzucę zwiastuny i pierwszy post!! Yeah!!! No to jedziemy z tym koksem! Buziaki.