poniedziałek, 23 grudnia 2013

Nieoczekiwana szczerość

 Leżała na brzegu łóżka, otulona jedynie satynową pościelą. Miała odkryte plecy, które delikatnie muskał palcami tworząc kółka. Podwinęła wyżej pościel i odwróciła się do niego. Spojrzała na jego malinowe usta, obrysowała ich kontur i spojrzała w jego oczy, w których za każdym razem tonęła.
- Nie powinniśmy tego robić – mruknęła.
Nie odpowiedział. 
- To jest złe…
- Dlaczego mnie nie powstrzymałaś? – spytał w końcu ochrypłym głosem.
Uśmiechnęła się delikatnie, ale po chwili spochmurniała.
- Bo nie mogę przestać o tobie myśleć – przyznała cicho. – I jeżeli to jest jedyne wyjście, żeby z tobą być to chcę z tego skorzystać. Chociaż na chwilę – westchnęła. – Ale wyrzuty sumienia są coraz większe i nie wiem jak długo jeszcze wytrzymam.
- Wiesz co do ciebie czuję…
- Wiem – przerwała mu lekko. – Ale to jest złe – spojrzała mu poważnie w oczy.
Zbliżył się do niej i delikatnie musnął jej wargi. Dziewczyna się nie odsunęła. Odwzajemniła pocałunek i zbliżyła się do niego jeszcze bardziej.
- Harry! – głos Mayi rozniósł się po całym domu.
Tess i Zayn oderwali się od siebie jak poparzeni. Spojrzeli na siebie i zaczęli nasłuchiwać.
- I tak cię znajdę! – krzyknęła rozzłoszczona Maya.
Zbliżała się do pokoju, w którym znajdowała się para.
- Do szafy – Tess rozkazała szeptem.
Chłopak bez słowa owinął nagie ciało pościelą i wszedł do szafy. Po chwili do pokoju weszła Maya. Wkurzona i cała ubrudzona błotem.
- Wiesz gdzie jest Harry? – spytała rozzłoszczona.
- Nie. Dopiero wstałam – odparła rudowłosa, udając zmęczenie.
Opatuliła się szczelnie drugą częścią pościeli i modliła się w duchu, żeby Maya nie zauważyła przytrzaśniętego drzwiczkami szafy satynowego materiału.
- Niech ja go dorwę, a pożałuje, że mnie poznał – warknęła i wyszła trzaskając za sobą drzwi.
Tess odetchnęła i przyglądała się jak Zayn wychodzi z ukrycia. Rzucił pościel na łóżko, a następnie się ubrał. Podszedł do dziewczyny i chciał ją pocałować, lecz ta się odsunęła.
- Powinieneś już iść – szepnęła smutno.
Chłopak przyjrzał jej się ostatni raz i wyszedł, wcześniej sprawdzając czy na korytarzu nikogo niema.

- Harry! – Maya krzyknęła na całe gardło.
Nie mogąc go znaleźć, skierowała się do łazienki. Rozebrała się i zaczęła zmywać z siebie całe błoto.
- Wojny mu się zachciało – mruknęła niezadowolona. – Ja mu dam wojnę.
Wyszła spod prysznica i otuliła się śnieżnobiałym ręcznikiem. Ubrania wrzuciła do pralki i poszła do pokoju. Zamknęła zza sobą drzwi i kiedy miała ściągać ręcznik usłyszała głos Harrego.
- Jednak bez błota wyglądasz lepiej – zaśmiał się. – Ale ręcznika też mogłabyś się pozbyć.
Dziewczyna momentalnie się odwróciła i zakryła się jeszcze bardziej.
Na jej twarzy zagościła złość, ale po chwili się uspokoiła. Uśmiechnęła się delikatnie i podeszła bliżej do chłopaka. Bliżej niż by się spodziewał.
- Szukałam cię – powiedziała zadziornie.
- I znalazłaś.
Uniosła rękę i pogładziła jego włosy, obrysowała kontur twarzy i dojechała do ust.
Harry zdziwił się jej zachowaniem. Myślał, że dziewczyna rzuci się na niego z pięściami, za to, że wpakował ją w niezłe bagno. Dosłownie. Sam nadal był cały ufajdany. Miał lekko sklejone włosy, które sterczały na wszystkie strony świata.  Ale nadal wyglądał zabójczo. Uśmiechnął się szelmowsko i złapał Mayę w talii przybliżając ją jeszcze bliżej. Nie protestowała, co go jeszcze bardziej ucieszyło. Zjechał dłonią niżej, lecz go powstrzymała. Zbliżył usta do jej, lecz ta złapała go za włosy i odciągnęła jego głowę do tyłu.
- Nie dla psa kiełbasa – mruknęła zadowolona i się od niego odsunęła o kilka kroków.
Chłopak się rozczarował, choć nie dawał po sobie tego poznać. Nie tego oczekiwał.
Maya zgarnęła swoje ciuchy z łóżka i poszła do łazienki. Przebrała się szybko i zbiegła na dół, do salonu. Na środku pomieszczenia stała duża, brązowa kanapa skierowana w stronę przeszklonej ściany, za którą widać było staw na tyłach i rozpościerający się las. Obok stał stolik. Na ziemi rozciągał się perski dywan, a w całym salonie były regały z książkami, nie pomijając kominka wyłożonego czerwoną cegłą na prawo od wejścia.
- Pani Glendo – zaczęła niepewnie. – Możemy chwilkę porozmawiać? – spytała siadając koło gospodyni.
Kobieta była staruszką z siwymi włosami obciętymi na boba. Włosy delikatnie okalały jej drobną i pokrytą zmarszczkami twarz. Zielone oczy wpatrywały się w Mayę.
- Słucham słonko – odparła przyjaźnie.
- Chciałabym jutro zwiedzić okolicę i trochę odpocząć, wyciszyć się  – zaczęła. – Porozmawiam z Conorem i powinien przejąć moje jutrzejsze obowiązki. Bardzo mi na tym zależy.
Pani Lightwood spojrzała na nią uśmiechnięta.
- Oczywiście, że możesz – oznajmiła. – Conor z pewnością się zgodzi.

Następnego dnia Maya obudziła się z zakwasami. I to wielkimi.  Owszem, wczoraj też je miała, ale w porównaniu z dzisiejszymi to był pikuś. Pan pikuś. Z trudem wstała z łóżka, ale prawdziwy ból się zaczął kiedy zaczęła schodzić po schodach. Zaczęła się śmiać, gdy staczała się po jednym schodku.
- Co ci jest?
Tess stała na górze i przyglądała się Mayi z uwagą.
- Wszystko mnie boli. Mam zakwasy – powiedziała nadal się śmiejąc.
- A co w tym śmiesznego?
- Ten ból! I bezradność – stanęła na chwilę. – Ten ból jest strasznie śmieszny!
Kiedy w końcu znalazła się na dole i kiedy z wielkim trudem nałożyła buty – co trwało pół godziny – wyszła na dwór. Rześkie powietrze rozwiało jej kasztanowe włosy. Odetchnęła głęboko i poszła nad staw. Usiadła na skraju pomostu i wyciągnęła telefon. Wybrała numer ojca i zadzwoniła. Po pięciu sygnałach odebrał.
- Maya? – usłyszała pijany głos ojca po drugiej stronie słuchawki.
- Piłeś – osądziła.
- Ja? Córeczko, przecież w-wiesz, że ja nie pi-piję – odparł chrapliwie.
- Obiecałeś, że nie będziesz do tego wracał – zarzuciła, a do jej oczu napłynęły łzy.
Położyła się na pomoście i z telefonem przy uchu zakryła oczy przedramieniem.
- Córeczko… – zaskomlał.
- Zadzwonię kiedy indziej – mruknęła i się rozłączyła nie czekając na tłumaczenia ze strony ojca.
Odłożyła telefon.
Wpatrywała się w niebo, a po jej policzkach płynęły łzy.
- Maya? – cichy głos Conora uniósł się nad wodą. – Płaczesz?
Nie odpowiedziała. Dalej patrzyła w górę i miała nadzieję, że sobie pójdziesz. Ale nie zrobił tego. Położył się obok niej.
- Jak to jest z obietnicami? – spytała po dłuższej chwili ciszy. Conor odwrócił głowę i napotkała jego błękitne tęczówki.
- Maya…
– Czemu ludzie ich nie dotrzymują? – zaczęła szlochać. –  Po co w ogóle coś obiecują, choć i tak wiedzą, że tej obietnicy nie dotrzymają? I czemu ranią innych? Umyślnie! Czemu nie liczą się z uczuciami innych?! Czemu?!
Conor przyciągnął ją do siebie i oplótł ramionami. Maya zaczęła się wierzgać. Płakała i biła go po ramionach i klatce piersiowej. Po dłuższej chwili odpuściła. Łkała cichutko w jego ramionach, a on głaskał ją po włosach.
- Chcesz może porozmawiać? – spytał delikatnie.
Maya odsunęła się nieco od niego i spojrzała na niego spod opuchniętych oczu.
- Mój ojciec zaczął pić – mruknęła. – Od roku nie pił, obiecał, że do tego nie wróci, a jednak to zrobił – dodała nieco rozzłoszczona.
- U mnie rodzice byli uzależnieni od narkotyków.
Dziewczyna spojrzała jeszcze raz na chłopaka. Nie chciała zwierzeń. Nie chciała się przywiązywać do drugiej osoby. Nie tym razem.
- Przejdę się – powiedziała i zaczęła wstawać.
- Może…
- Sama – dodała nim skończył zdanie.
Zawiedziony wstał.
Maya ruszyła w stronę lasu, chciała się gdzieś schować. Conor natomiast ruszył w stronę chlewu, gdzie miał nadzieję spotkać Harrego. Nie mylił się. Styles akurat karmił zwierzęta.
- Harry, musimy porozmawiać – powiedział idąc w stronę chłopaka.
- Mów – odparł nie odwracając się do Conora.
- Zostaw Mayę w spokoju – warknął.
- Rozmawialiśmy już o tym i dobrze wiesz, że sobie nie odpuszczę – powiedział spokojnie.
- Ona przeszła więcej niż nam się wydaje.
- Nie ona jedna – odburknął i się do niego odwrócił.
- Harry….
- Skoro chcesz być takim pogromcom zła, to czemu jej nie powiesz, że to z tobą się założyłem , hę? – warknął zły. – I ostrzegam. Nie zbliżaj się do niej. Wiesz do czego jestem zdolny, więc sobie odpuść.
- Czemu akurat ją musisz nękać? – Conor nie dawał za wygraną. – Ona nie jest taka jak inne! Jest szczera i dobra… i  wrażliwa! A ty? W tobie nie ma krzty szczerości!
- No proszę, proszę, czyżby nasz mały Conor się zakochał? – zaśmiał się Styles – Ja nie jestem szczery? To się jeszcze okaże – dodał wkurzony i wcisnął Conorowi wiadro z jedzeniem dla zwierząt. 

Maya leżała w cieniu wielkiego dębu, spoglądając na strumyczek nieopodal. Była w tym samym miejscu, gdzie przyprowadził ją Conor. Nie wiedział dlaczego akurat tutaj przyszła. Może dlatego, że nie znała innego miejsca wartego uwagi.
Wyciszyła się. Wyrównała oddech i wsłuchiwał się w odgłosy natury. Nagle ciszę przerwał odgłos kroków zmierzając w jej stronę. Podniosła się na łokciu i zobaczyła Harrego. Było po nim widać złość i zdeterminowanie. Maya gwałtownie wstała, nie wiedząc zbytnio jak ma się zachować. Ma zostać czy uciekać?
- Harry, co ty tu…
- Kiedy miałem może jakieś pięć lat moja matka mnie porzuciła. Przez dziesięć lat skakałem pomiędzy domem dziecka a rodzinami zastępczymi, którym po pewnym czasie się odechciewało opiekować niewychowanym bachorem. Byłem katowany przez mojego zastępczego ojca i pewnie nadal by mnie bił, gdybym nie uciekł. Wplątałem się w kradzieże, bójki i wyścigi, a moja dziewczyna, którą kochałem zdradziła mnie z najlepszym kumplem. I jeszcze śmiali mi się w twarz! Potem trafiłem do Margaret. – Jego głos drżał.
- Dlaczego mi to mówisz? – spytała spuszczając głowę.
Nie chciała patrzeć w jego oczy, które teraz były pełne bólu.
- Chciałaś szczerości, to ją masz.
- Harry, ja…
Nie wiedziała co ma powiedzieć. Nie oczekiwała takich zwierzeń z jego strony, nawet nie myślała, że Harry jest zdolny do szczerości. A kiedy teraz jej to wszystko powiedział, poczuła żal i smutek. Nikt nie powinien przeżywać takich rzeczy. Nie wiedziała co Harry czuł przez ten cały czas, ale doskonale wiedziała jak to jest kiedy rodzona matka od ciebie odchodzi.
W końcu odważyła się na niego spojrzeć. Jego klatka piersiowa unosiła się niespokojnie, a jego twarz wyglądała jakby nad czymś uporczywie myślał.
W pewnym momencie podszedł do niej tak blisko, że ich usta prawie się stykały. Ale jej nie pocałował. Czekał na reakcję, czekał aż go odepchnie.
Maya patrzyła w jego oczy zaskoczona. Nie była w stanie nic powiedzieć, nie była w stanie się odsunąć. Harry niepewnie zbliżył się jeszcze bliżej i delikatnie ją pocałował. Przez ciało dziewczyny przeszedł przyjemny dreszcz, co bardzo ją zdziwiło i zaniepokoiło. Odwzajemniła pocałunek i zarzuciła ręce na ramiona Harrego. Ten oplótł ją w tali i bardziej ją przyciągnął. Pocałunek stał się bardziej agresywniejszy. Obydwoje walczyli o dominację.
W końcu Maya się od niego oderwała zakrywając dłonią usta i patrząc na Harrego przestraszona. Skarciła siebie w duchu, że do tego doprowadziła i że co gorsza – podobało jej się. I pragnęła więcej.
Bez żadnego słowa ruszyła biegiem do domu, zostawiając równie oszołomionego chłopaka pod dębem.

***

Na wstępnie chciałam Was z całego serducha przeprosić za opóźnienia. Aż dwa tygodnie! Przepraszam. Mam nadzieję, że mnie zrozumiecie. Miałam dużo do roboty w szkole, wyskoczyło mi sporo zajęć dodatkowych i jeszcze doszły przygotowania świąteczne. Ale teraz będzie lepiej. Sporo mi odeszło i będę miała więcej wolnego czasu. I od teraz postaram się, żeby rozdziały były regularnie….. A co do rozdziału? Jak Wam się podoba? Muszę przyznać, że mi się podoba, a teraz czekam na Waszą opinię.
Także chciałabym wszystkim życzyć radosnych, pogodnych i rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia. Aby wszystko się ułożyło, wszystkie problemy i kłótnie poszły w zapomnienie. Ciekawych prezentów i śniegu. Choć nie wiem czy będzie śnieg, ale trzymam kciuki! Dużo zdrowia, pomyślności, wiele radości! Spełnienia najskrytszych marzeń i żeby wszystko Wam się udało. Oraz udanego sylwestra i lepszego nowego roku! Wesołych świąt.



11 komentarzy:

  1. Jeeeeeeezzzzzzzzzzuuuuuuuuuu GENIALNE!
    Po prostu rewelacja! Jestem oczarowana Twoim opowiadaniem! Proszę! Daj szybko NEXT!
    Błagam!
    Nicol <3
    http://harrykochakotki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Zawsze jak zaczynam czytać to mam problem się ogarnąć, bo zaczynasz rozdziały taką nie do końca jasną sytuacją i to mi się podoba.
    Dzisiaj to już prawie myślałam, że w tym łóżku byli Maya i Harry albo Connor. Nie wiedziałam co się dzieje ;)
    Pozdr.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i ten... druga!!!
      Wesołych, pogodnych Świat i Szczęśliwego Nowego Roku :)
      Sorki za takie banalne życzenia.

      Usuń
  3. Hahahah! Trzecia! :P
    Czyli nadal podium xd
    Cudowny rozdział! O.o
    Wow, Harry... czy on na pewno był szczery? Jakoś mu nie wierzę.
    Nie jestem przekonana co do Conor'a.
    Czekam na jeszcze większe komplikacje!
    Wesołych! :)

    xx. Niarry

    OdpowiedzUsuń
  4. Hazza był szczery ? hymmm jeszcze się okaże :) XD
    rozdziałek genialny czekamy na nn :)

    OdpowiedzUsuń
  5. OMG
    Jest świetny!!!! <3<3
    Hazza :)))))

    OdpowiedzUsuń
  6. Awwwwwwwwwwww... normalnie nie mogę przestać się jarać [przeczytałam wczoraj] także jest jakiś sukces xdd. Ogólnie najbardziej w tym wszystkim podoba mi się to że jak czytam to czuję taki przyjemny ucisk w żołądku jak bym się normalnie zakochała [może to prawda, że zakochałam się w twoim opowiadaniu?] Nie mogę znaleźć odpowiednik słów żeby to wszystko opisać, boję się jednak że to co powiedział Harry nie było do końca prawdą.
    Czekam na kolejny i jeszcze jedno ONI SIĘ CAŁOWALI!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! nareszcie. To było takie mrał :3333

    OdpowiedzUsuń
  7. jejku jakie świetne <3
    nareszcie się całowali *.*
    no nie mogę :oo
    czekam na następny <3
    http://this-is-runaway.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Fajny poczatek. Moje pierwsze wraznie bylo "no i wygral.zaklad". Jednak pozniej kiedy wysslo ze to nie Harry i Maya tylko Zayn i Tess az sie usmiechnelam! ;)
    Co.do.dalszej czesci nie mam uwag.
    Scena z pocalunkiem sni mi sie po nocach. ;3 Kiedy przeczytalam wypowiedz Harrego pomyslalam ze za duzo napakowalas tam informacji i teraz czytelnicy juz nie bede sie tak.ciekawic co on przeskrobal. Nie zdziwila bym sie gdyby wszystko co powiedzial Harry okazalo sie klamstwem i nadal.jego przeszlosc byla by tajemnica. Och i ach!
    Podsumowujac - NAJLEPSZY ROZDZIAL ZE WSZYSTKICH DOTYCHCZAS!!! ;3333
    Dlaczego? Poniewaz jestem romantyczka i uwielbiam.takie sceny!
    LOVE, love, LOVE, love!
    Caluje i mam.nadzieje na wiecej takich scen romantycznych jak powyrzej napisane;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Fajny poczatek. Moje pierwsze wraznie bylo "no i wygral.zaklad". Jednak pozniej kiedy wysslo ze to nie Harry i Maya tylko Zayn i Tess az sie usmiechnelam! ;)
    Co.do.dalszej czesci nie mam uwag.
    Scena z pocalunkiem sni mi sie po nocach. ;3 Kiedy przeczytalam wypowiedz Harrego pomyslalam ze za duzo napakowalas tam informacji i teraz czytelnicy juz nie bede sie tak.ciekawic co on przeskrobal. Nie zdziwila bym sie gdyby wszystko co powiedzial Harry okazalo sie klamstwem i nadal.jego przeszlosc byla by tajemnica. Och i ach!
    Podsumowujac - NAJLEPSZY ROZDZIAL ZE WSZYSTKICH DOTYCHCZAS!!! ;3333
    Dlaczego? Poniewaz jestem romantyczka i uwielbiam.takie sceny!
    LOVE, love, LOVE, love!
    Caluje i mam.nadzieje na wiecej takich scen romantycznych jak powyrzej napisane;)

    OdpowiedzUsuń