niedziela, 8 grudnia 2013

Wyznania

Wszyscy z niecierpliwością wpatrywali się na dziewczynę, która kurczowo zaciskała palce wokół szklanki z alkoholem.
Czemu trafiła do Margaret?
Nie chciała odpowiadać na ich pytanie, ale nie było już odwrotu. Niepotrzebnie wkręciła się w tą głupią gierkę. Niepotrzebnie sięgnęła po alkohol.
- Wraz z moim byłym chłopakiem zostaliśmy skazani za nieumyślne spowodowanie śmierci – wykrztusiła w końcu. – On został skazany na rok odsiadki, a mnie sąd chciał wysłać do poprawczaka, ale jednak wylądowałam tutaj – dokończyła szybko i upiła spory łyk trunku.
Nikt się nie odzywał. Nikt nie spodziewał się takiej odpowiedzi. Wszyscy mieli zwieszone głowy, oprócz Harrego. Chłopak przyglądał jej się w zamyśleniu.
- A wy? – spytała lekko podłamanym głosem.
Tess odstawiła butelkę piwa i zaczęła podwijać rękawy bluzy. Westchnęła z niechęcią i pokazała Mayi nadgarstki i przedramiona. Skóra Tess była cała poraniona. Wszędzie były blizny od samookaleczenia się.
Mayi zrobiło się smutno. Ciągle jej się wydawało, że Tess jest pogodną, pełną życia, kochającą teatr dziewczyną. Myliła się.
- Nie wiedzieli co ze mną zrobić – odparła patrząc jej w oczy.
- Dlaczego?
- Kiedy nie wytrzymuję, wtedy to przynosi mi ulgę.
Uśmiechnęła się niepewnie i z powrotem zakryła blizny.
- Ja byłem powiązany z narkotykami – odparł Conor.
Maya przemyślała każde słowo. Nigdy nie zastanawiała się czemu oni się tu znajdują.
Uniosła głowę i napotkała wzrok Harrego.
- A ty?
- Kradzieże, rozboje, nielegalne wyścigi i dotkliwe pobicie jednego gościa. – Ostatnie słowa powiedział ze złością.
Maya spuściła wzrok. Z siłą walczyła, żeby się nie rozpłakać. W pokoju panowała cisza i nieprzyjemne napięcie.
- To by było chyba na tyle – odparł nagle Harry.
Maya nie była wstanie na niego spojrzeć.
- Ja spadam – dodał.
Wstał z ziemi i wyszedł. Wraz za nim wyszli pozostali zostawiając dziewczynę samą w pokoju gościnnym, w którym teraz spała.
Zakryła dłońmi usta, a po jej policzkach spłynęły łzy.

Wyszedł z pokoju i odetchnął niepewnie. Zeszedł na dół, a następnie wyszedł na ganek. Oparł się o balustradę i zamknął oczy. Przetarł ze zmęczeniem kark i westchnął.
-Kurwa mać.. – mruknął do siebie.
- Zerwijmy zakład.
Harry spojrzał w stronę drzwi, gdzie stał Conor. Przyglądał się chłopakowi z zamyśleniem.
- Co?
- Słyszałeś. Zerwijmy zakład. Mam już dość – powiedział. – Dam ci te pięć dych tylko se odpuść.
- Myślisz, że chce kasę? Wsadź se ją w dupę – warknął. – Już nawet nie chodzi o zakład. Chcę Mayę. I ją zdobędę.

Obudziło ją pianie koguta, hałas i krzyki domowników. Maya uniosła głowę z niebywale miękkiej poduszki i rozejrzała się dookoła.
- Co do cholery? – mruknęła do siebie i ponownie opadła na posłanie.
Nie minęło pięć minut, a do pokoju wpadł rozbawiony Harry.
- Wstawaj! – krzyknął i zsunął z dziewczyny kołdrę.
Maya jęknęła i próbowała odebrać skradzione ciepło, lecz na próżno.
- Harryyyyy… - warknęła niezadowolona.
- Co jest kotek? Czyżbym cię zdenerwował? – przekomarzał się.
- Daj mi spokój, Styles! – krzyknęła.
- Przykro mi, ale nie dam ci spokoju – odparł spokojnie i usiadł na skraju łóżka.
I w tym momencie Maya zerwała się z łóżka i zaczęła gonić Harrego, który w ostatniej chwili wybiegł z pokoju. Zbiegli po schodach i skierowali się w stronę kuchni. Na zakręcie Harry nie wyrobił i pośliznął się na mokrej powierzchni. Zaczął machać rękoma próbując złapać równowagę, ale było za późno. Runął na ziemie. Maya, która za nim biegła także się poślizgnęła. Zamachała rękoma i upadła obok chłopak, który zanosił się śmiechem. Dziewczyna niewytrzymała i zaczęła się śmiać razem z nim.
- Ile razy powtarzałam, żeby nie biegać po domu? – usłyszeli. – Jeszcze o tak wczesnej porze! Kto by pomyślał?
Z kuchni wyszła starsza kobieta o siwych włosach. Miała na sobie różową sukienkę, która podkreślała jej drobne ciało.
- Przecież mogliście sobie głowy porozbijać. To jest nieodpowiedzialne! Już dzieci lepiej się zachowują – narzekała. – I ty Haroldzie tak demoralizujesz naszą nową podopieczną?
- Ciociu Glendo, tylko się wygłupialiśmy – odparł Harry podnosząc się z ziemi.
Podał rękę Mayi i pomógł jej wstać.
- Choć dziecko. Pokażę ci gospodarstwo -  powiedziała do dziewczyny.
- Nie trzeba. Właśnie chciałem jej wszystko pokazać – wtrącił Harry.
Kobieta spojrzała na niego nieufnie.
- Dobrze – westchnęła. – I pamiętajcie o obowiązkach.
- Dobrze ciociu – odparł. – Chodź.
- Muszę się przebrać – odparła Maya.
- A nie możesz iść tak? – spytał, gdy gospodyni zniknęła w kuchni. – Mi odpowiada twój strój.
Spojrzał na dziewczynę, która miała na sobie tylko przydługą i rozciągniętą koszulkę, która sięgała do połowy jej ud. Maya speszona zaciągnęła koszulkę jeszcze niżej.
- Zaraz przyjdę – powiedziała i ruszyła z powrotem na górę.

Właścicielami gospodarstwa byli państwo Lightwood. Glenda i Samuel byli małżeństwem od ponad trzydziestu lat i nadal nie mieli siebie dość. Kochają naturę i zwierzęta, i właśnie dlatego postanowili założyć gospodarstwo. W wakacje, ferie i inne wolne dni pani Greer przyjeżdża na gospodarstwo i wraz z podopiecznymi pomagają Glendzie i Samuelowi przy pracy. Maya poznała małżeństwo zaraz po chrzcie bojowym. Okazali się wspaniałymi i gościnnymi ludźmi. Przyjęli dziewczynę czule, jakby była ich córką. Resztę podopiecznych już wcześniej poznali, tylko Maya była nowym rodzynkiem. Dziewczyna myślała, że Molly, Niall, Zayn, Liam i Rufus to ich dzieci,  ale okazało się, że jest to grupka ludzi, którzy pracują po szkole u państwa Lightwood.

Wraz z Harrym obeszli całe gospodarstwo. Mimo, że Maya wciąż była na niego zła, to próbowała to ukryć, zważywszy na fakt, że chłopak wyjątkowo jej nie docinał i nie próbował nawet flirtować. Zachowywał się normalnie, jakby nie było żadnego zakładu. Dziewczynę wciąż zastanawiał powód tej zmiany. I nie była do końca pewna czy to dobrze wróży. Obawiała się, że Harry znowu wymyślił jakiś iście szatański plan, żeby ją zdobyć.
- No i na tyle. Widziałaś wszystko – powiedział zatrzymując się przy stajni. – Wraz z Conorem wyprowadzicie konie i wyczyścicie boksy.
- A ty? – spytała.
- Co ja?
- Nie pomożesz nam?
- Nie! Koń mnie kiedyś kopnął. Nie było to lekkie uderzenie. Strasznie bolało. Nie sądzę, żeby zwierzęta specjalnie za mną przepadały – odparł z grymasem. – Ja będę z Tess. Za godzinę powinna przyjść reszta. Znając życie Zayn znowu się spóźni. – Uśmiechnął się. – Na razie.
- Na razie.
Patrzyła jak Styles odchodzi. Jego włosy podskakiwały z każdym krokiem. Wyglądał jakby nucił sobie jakąś piosenkę pod nosem.
- Co ty knujesz? – mruknęła do siebie.
- Idziesz? – usłyszała głos za sobą.
Obróciła się i jej wzrok padł na Conora, który trzymał siodło jeździeckie.
- Tak, tak – odparła i ruszyła w stronę chłopaka. – Co mam robić?
- Potrzymaj – powiedział.
Wręczył jej siodło, które okazało się cięższe niż Mayi się wydawało. Conor wszedł do jednego z boksów i wyprowadził konia a ciemnym ubarwieniu. Zwierze posłusznie się go słuchało. Wziął od dziewczyny siodło i założył je na konia.
- Wyprowadź Burbona.
- Dobrze.
Szła wzdłuż boksów, na których były plakietki z imionami koni. Przyglądała się każdemu z nich. Peper – kasztanowy z białą plamką nad uchem; Magnat – szary ogier; Luksus –biały z domieszką karmelu; Rambo – idealnie czarny. I w końcu Burbon. Śnieżnobiały. Idealny.
Podeszła do konia i pogłaskała go niepewnie po szyi i grzywie.
- Cześć śliczny.
Wyprowadziła zwierze z boku. Conor zarzucił siodło, a następnie je przypiął.
- No dobra. Wskakuj – powiedział ochoczo.
- Co? – spytała zdumiona. – Przecież mieliśmy oczyścić boksy i wyprowadzić konie.
- Zaraz przyjedzie Niall. Powiedział, że się tym zajmie – odparł – Chcę cię zabrać w jedno miejsce.
- Ale ja nie umiem jeździć.
- To nic trudnego – zapewnił.
- A jak spadnę? - zaniepokoiła się
- Nie spadniesz. Będę cię asekurował.
- A jeśli...
- Maya... - westchnął zirytowany.
- Dobrze. Już wsiadam – powiedziała niepewnie.
- Włóż nogę w strzemię. – wskazał palcem. – A potem przeżuć drugą nogę.
Maya posłusznie zrobiła co mówił i wsiadła na konia z pomocą chłopaka. Koń poruszył się niepewnie.
- Cholera..
- Spokojnie – powiedział cicho.

Kiedy Maya w końcu oswoiła się z koniem, wraz z Conorem ruszyli wydeptaną ścieżką wzdłuż lasu. Jechali w ciszy co dziewczynie się spodobało. Mogła się spokoje rozluźnić i cieszyć chwilą. Rozglądała się dookoła i pochłaniała wszystkie widoki. Słońce wschodziło coraz wyżej. Zewsząd słyszała śpiew ptaków i dźwięki najróżniejszych leśnych stworzeń. W powietrzu unosił się delikatny aromat trawy, lasu, kwiatów. Słyszała w oddali jakiś strumyk albo rzekę. Pewnie pogładziła konia.
- To co chciałeś mi pokazać? – spytała z ciekawością.
- Zawsze kiedy tu przyjeżdżamy, wsiadam na konia i jadę na polanę nad strumykiem. Jest tam pięknie – rozmarzył się. – Na środku polany rośnie ogromna jabłonka.
- Jak długo jesteś w domu poprawczym?
- Półtora roku – odpowiedział zamyślony.
- A ile jeszcze musisz zostać?
- Skończę klasę i wracam do domu – westchnął – Mogłem wcześniej wrócić, ale znowu wpakowałem się w kłopoty przez Harrego.
- Przez Harrego? – zaciekawiła się.
- Tsa… założyliśmy się o głupstwo i narobiliśmy trochę zamieszania przy tym – burknął. – Nie chcę o tym rozmawiać.
- Jasne.
- Zaraz będziemy na miejscu.
Jak powiedział, tak się stało. Wjechali na rozłożystą polanę, gdzie w centrum stała piękna jabłonka, a na skraju polany płynął wąski strumyk.
Maya westchnęła i zeszła z konia.
- Jak udało ci się znaleźć to miejsce?
- Jak pierwszy raz tu przyjechałem to sprawiałem drobne kłopoty. Byłem wściekły na wszystko i wszystkich – zaczął niepewnie. – I wtedy zacząłem pomagać przy koniach. Zacząłem jeździć. Ciocia Glenda to wspaniała kobieta. To ona powiedziała mi o tym miejscu – zaśmiał się. – I od tamtej pory zawsze tu przyjeżdżam.
- Nie dziwię się, że tu wracasz. Tu jest bajecznie – przyznała.
- A ty? Jak długo będziesz u Margaret? – zmienił temat.
- Sąd nakazał mi tu zostać do końca roku. Kurator potem zdecyduje czy jestem w stanie wrócić do domu i wtedy się okaże.
- Jak to się stało, że ten człowiek zginął? – spytał niepewnie, nie chcąc urazić dziewczyny.
Maya zamknęła oczy, a fala wspomnień ją uderzyła. Pisk opon. Krzyk ludzi. Dym. Dźwięk karetki. Panika. I jego oczy. Oczy, których nigdy nie zapomni. Pełne bólu.
- Nie chcę o tym rozmawiać – powiedziała załamanym głosem. Odchrząknęła próbując się nie rozpłakać. – Wracajmy już.

Pod wieczór, kiedy wszystkie prace były już wykonane Maya była wyczerpana. Marzyła, żeby wziąć gorącą kąpiel i położyć się jak najprędzej do łóżka.
- Maya i Harry do mnie – usłyszała głos Glendy, kiedy miała stawiać pierwszy krok na schodach.
Razem z Harrym weszli do skromnego salonu. Na północnej ścianie królował kominek, w którym palił się ogień. Na środku pomieszczenia była duża kanapa ze skóry, obok stolik. Całe pomieszczenie było wypełnione książkami i różnymi figurkami zwierząt. Nawet Mayi nie zdziwił widok jelenich rogów zawieszonych tuż nad kominkiem.
- Pójdziecie sprawdzić czy wszystko jest pozamykane i czy zwierzęta są w środku, a potem doniesiecie jeszcze drewna na opał.
- A Rufus? Przecież to jego robota – oburzył się Harry.
- Następnym razem kiedy zechce wam się biegać po domu pomyślcie dwa razy – odparła.
Harry westchnął z rezygnacją i wyszedł z domu. Maya z niechęcią ruszyła jego krokiem.
- Mogłeś mnie nie budzić – wypomniała mu.
- Mogłaś wstać jak normalny człowiek, a nie się na mnie rzucać.
- Sam się o to prosiłeś i nie zwalaj teraz winy na mnie.
Zapadła chwilowa cisza.
- Widziałem jak z Conorem patatajaliście na koniach – zaśmiał się z litością. – Pokazał ci jakim jest mięczakiem i niepoprawnym romantykiem?
- Nie twoja sprawa co robie i z kim się zadaję. Nie twój zasrany interes – warknęła.
- Spokojnie księżniczko.
- Nie jestem księżniczką – prychnęła z irytacją. – Czego ty w ogóle ode mnie oczekujesz Harry? Nie wiem. Chcesz się ze mną przespać? O to chodzi? Chcesz mnie przelecieć jak każdą inną, tanią laskę?
- Nie powiem, że nie chcę się z tobą przespać, bo bym skłamał – roześmiał się.
- Co cie tak śmieszy?
- Ty mnie rozweselasz. Me serce się raduje, gdy niewiasta taka jak ty jest tak niezdecydowana.
- Przestań bredzić. Nie jestem niezdecydowana.
- Doprawdy?
Stanął i spojrzał w jej brązowe oczy, które teraz bardziej przypominały czerń. Zbliżył się do niej tak, że nie miała gdzie uciec, mając za sobą ścianę stodoły.
- Raz się ze mną śmiejesz i jesteś wesoła jak nigdy, a zaraz potem jesteś jak wąż, plujesz jadem i nie dajesz się do siebie zbliżyć – powiedział ochrypłym głosem.
- A nie przyszło ci czasem do głowy, że to przez ciebie, hm? Gdybyś nie zgrywał takiego palanta i chojraka to może miałbyś u mnie jakieś szanse.
- To mówisz, że jest nadzieja – powiedział wpatrując się w jej malinowe usta.
- Tego nie powiedziałam.
- Przyznaj, że ci się podobam.
- Nie podobasz mi się.
    - To jeszcze się okaże. 

***

Witajcie moi kochani. Rozdział z lekkim opóźnieniem, ale miałam kapkę na głowie.... 
Wszystko powoli się wyjaśnia, tak jak chciałam. I będzie się działo więcej. Mogę wam zdradzić, że będzie więcej Conora i Zayna i więcej wesołych akcji także między Mayą i Harrym. Dojdzie do paru kłótni i w ogóle będzie fajnie. A co myślicie o rozdziale? I czy długość jest dobra? Mam nadzieję, że się wam podoba. Pozdrawiam serdecznie całuję i do napisania!!!!!


13 komentarzy:

  1. Pierwsza , super rozdział nie mogę doczekać się następnego!
    Jestem nowa.
    ~Agata~

    OdpowiedzUsuń
  2. Co do rozdziału... Zdziwiło mnie, że Maya wyjawiła, za co trafiła do zakładu. Myślałam, że dłużej to będzie ukrywać. W końcu jest to dość osobista sprawa. Niemniej ciekawi mnie, co tak naprawdę się tam zdarzyło. Potrącili kogoś? O jeju, ale akcja *-*
    Co do Conora... Jakoś go polubiłam. Zdaję mi się, że ma jakieś plany w stosunku do Mayi. Byłoby ciekawie, gdyby konkurował z nią o dziewczynę :D
    A ta ostatnia scena... ugh! Jak mogłaś ją zakończyć?!
    Z niecierpliwością czekam na nexta. Dziś lub jutro powinien pojawić się u mnie rozdział (zmieniony adres bloga) i byłabym wdzięczna, gdybyś ty mnie o swoim też powiadomiła ;)
    Pozdrawiam!
    http://the-innocent-flower.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Och, urwany w takim momencie?! No wiesz?! Dawaj tego jak najwięcej ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Na samym początku...
    ..BYŁAM DRUGA, BYŁAM DRUGA, ale mój kochany telefon jakoś nawala z komentowaniem, więc mój komentarz poszedł się.. Ekhem.. Ekhem...
    Ciekawi mnie relacja Harry - Maya.
    Dziwi mnie to iż każdy wyjawił swoją przeszłość w tak zaskakująco szybkim tempie.
    Jakoś nie polubiłam Conora... Mhhh..
    No cóż. Do następnego genialnego rozdziału. :*

    xx. Niarry

    OdpowiedzUsuń
  5. czekam na kolejny rozdział z niecierpliwością :))

    OdpowiedzUsuń
  6. Długość idealna, treść jeszcze lepsza :) Zakochałam się w tym opowiadaniu!
    G
    E
    N
    I
    A
    L
    N
    E
    !
    !
    !
    Jesteś BOSKA dziewczyno! Masz wielki talent, a ja mogę tylko pozazdrościć :) Uwielbiam to opowiadanie, a także Ciebie :D Czekam z niecierpliwością na dalszy rozwój akcji^^
    Mam nadzieję, ze będzie więcej scen z Mayą i Harrym :D One są takie świetne!
    OMG już się nie mogę doczekać :P
    Nicol <3
    http://harrykochakotki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Rozdział długościowo ideales! No i jak zwykle napisany cudownie.
    Przepraszamy, że dopiero teraz komentujemy, ale troszku na głowie ostatnio było :(
    No i wreszcie się wyjaśniło dlaczego tu trafili ;)
    Czyli Maya jednak jakies pozytywne emocje do Harolda czuje hehe. Ale nie dziwimy się, że jest dla niego taka wredna. Udaje wielkiego macho to mu się należy hehe :D
    No ciekawe co tam dalej będzie. :**

    OdpowiedzUsuń
  8. Genialny rozdział, czekam na nn<3

    OdpowiedzUsuń
  9. Niesamowity rozdział!!!
    Harry <3

    OdpowiedzUsuń
  10. jak już ktoś na górze wspomniał, ciekawa jest ta relacja Maya-Harry, taka... dziwna? czekam na ciąg dalszy! ;)


    all-your-insecurities.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. podałam zły adres, allyourinsecurities.blogspot.com ;)

      Usuń
  11. Świetny rozdział :) kiedy następny? czekam z niecierpliwością :3

    OdpowiedzUsuń
  12. omggggggggg! Uwielbiam twoje opowiadanie! Masz OGROMNY talent *-*
    W wolnym czasie zapraszam na mój blog: http://story--of-my--life.blogspot.com/ i na blog mojej przyjaciółki: http://never-be-well.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń