poniedziałek, 20 stycznia 2014

Wypad

Delikatna melodia wybudziła Mayę ze snu. Przetarła zaspane oczy i spojrzała w dobrze jej znane źródło dźwięku. Na kolanach Tess spoczywała pozytywka. Baletnica w tanecznej pozie powoli się kręciła. Słońce delikatnie odbijało się od złoceń na pozytywce. Tess wpatrywała się w nią z uciechą, wsłuchiwała się w delikatne nuty, jakby nigdy nie słyszała niczego piękniejszego.
- Dostałam ją od babci na moje dziesiąte urodziny.
Maya oparła się na łokciu i zrzuciła z siebie kołdrę.
Rudowłosa się wzdrygnęła i zamknęła szkatułkę. Melodia ucichła.
- Możesz ją wziąć jeśli chcesz – zaproponowała.
- Dziękuje, ale nie mogę. – Tess odłożyła pozytywkę i zwiesiła głowę.
- Owszem, możesz.
Maya wyszła z łóżka i podeszła do niej. Wzięła pozytywkę i podała ją Tess.
- Chcę, żebyś ją wzięła – powiedziała.
- Ale… – Nie dokończyła, gdy Maya popatrzyła na nią stanowczo. – Dziękuję, jest piękna.
- Cieszę, że ci się podoba.
Zapadła chwilowa cisza.
- A tak z innej beczki. Z racji, że po jutrze wyjeżdżamy, Glenda dała wszystkim wolne. No i jest wspólny wypad do miasta, żeby trochę się poszwędać, a wieczorem pójść do miejscowego klubu.
- Zayn też będzie?
- Z Molly – zaśmiała się.
- No to zapowiada się ciekawy wieczór.
Maya uśmiechnęła się i biorąc ze sobą ubrania, ruszyła do łazienki. Wzięła szybki, zimny prysznic, przebrała się i zeszła do kuchni.
Wyciągnęła jajka, mąkę i owoce, które wpadły jej pod rękę. Ubiła białka, potem dodała żółtka, a na końcu do masy dodała przesianą mąkę. Pomieszała w zmyśleniu i wlała zawartość na patelnię, którą wcześniej wyjęła. W między czasie pokroiła banana, jabłko, gruszkę i dorzuciła jeszcze maliny. Przewróciła omlet na drugą stronę, a po chwili zrzuciła go na talerz. Dodała owoce i ładnie zwinęła. Wlała sobie szklankę mleka i usiadła przy stole, zajadając się smakołykiem.
- Nie wiedziałam, że umiesz gotować.
Pani Greer weszła do kuchni i usiadła koła Mayi. Uśmiechnęła się promiennie.
- To tylko omlet – odparła. – Mogę pani zrobić. Zostało jeszcze ciasta.
- Jeśli to nie problem to poproszę.
Maya uśmiechnęła się, wstała od stołu i wzięła się za się za smażenie drugiego omletu. Stała plecami do pani Greer.
- I jak ci się tu podoba? – zagadnęła ją kobieta.
- Jest naprawdę bardzo fajnie, a państwo Lightwood są wspaniali – odpowiedziała przewracając placek. – Jak byłam mała to mieszkałam z rodzicami na wsi. Może dlatego mi się tak tutaj podoba.
Maya zrzuciła omlet z patelni i dodała owoce. Podała przysmak.
- Dziękuje. Cieszą mnie twoje słowa – stwierdziła.  – A jak relacje z tatą?
Dziewczyna usiadła na swoje miejsce i na chwile zapatrzyła się w swój talerz. Nagle odechciało jej się jeść, co nie umknęło uwadze Margaret.
- Rozmawiałam z nim ostatnio i wszystko u niego dobrze - skłamała.
Uśmiechnęła się z wysiłkiem. Nie chciała o tym rozmawiać. Ostatnio już i tak za często okazywała słabość, a jak myślała o tacie to ściskało ją w żołądku.
- To może porozmawiamy o wypadku. Tata wspominał, że przez pewien czas chodziłaś do psychologa – zaczęła spokojnie. – Na początku chciałam, abyś się przyzwyczaiła do nowego miejsca i poukładała trochę myśli. A teraz uważam, że to dobry moment na rozmowę.
Maya milczała. Nie wiedziała zbytnio co powiedzieć.
- Jakie są twoje odczucia do tamtego incydentu?
- Jest mi wstyd – odparła i zwiesiła głowę. – Mam ogromne poczucie winy. To nie powinno się w ogóle wydarzyć. Chciałabym cofnąć czas, ale nie mogę. I … nienawidzę się za to - odparła pośpiesznie. 
- A nie powinnaś – uśmiechnęła się krzepiąco. – To był wypadek  i z pewnością nie z twojej winy.
- Ale gdybyśmy się nie pokłócili, gdybym coś zrobiła, to ten człowiek nadal by żył.
- Może tak, może nie. Nie wiesz tego i nie powinnaś tego rozpamiętywać. – Złapała Mayę za rękę i spojrzała jej w oczy. – Jesteś dobrą, miłą, piękną dziewczyną. Nie pozwól, aby przeszłość tobą zawładnęła.
- Jestem odpowiedzialna za śmierć czyjejś osoby. Nie da się tego wymazać gumką.
- Nie karzę ci tego wymazywać – westchnęła delikatnie. – Nie możesz już nic zrobić, a tkwiąc ciągle w tamtym momencie robisz krzywdę samej sobie, a ciągle to kalkulując nie przywrócisz temu człowiekowi życia. Wyciągnij z tego wnioski i zrób coś dobrego.
Po policzku dziewczyny spłynęła łza, którą Margaret starła wierzchem dłoni. Maya wpatrywała się w kobietę. Była jej bardzo wdzięczna. Potrzebowała tej rozmowy. Potrzebowała wydusić z siebie słowa.

- Boże, kiedy ja się tak rozrosłam?
Maya wpatrywała się w swoje odbicie. Co chwila dźgała się po ciele.
- Nie wiem o co ci chodzi, przecież jesteś zgrabna – mruknęła Tess.
Tess od dziesięciu minut leżała, aż Maya w końcu się ubierze, lecz ta stała w samej bieliźnie z niezadowoleniem na twarzy.
- Zgrabna! Faluje wszędzie jak roztopiony żelek – odparła i na znak, że ma rację poruszała nogą i dźgnęła się w udo, które zdaniem Tess było idealne.
- Masz nieuzasadnione kompleksy. Chciałabym mieć takie ciało.
Maya westchnęła niezadowolona. Stanęła bokiem do lustra i spojrzała na swój brzuch. Idealny nie był. Wciągnęła go, a po chwili wydęła. Dźgnęła ciało palcem.
- Zaraz cie siłą ubiorę jak zaraz nie przestaniesz – ostrzegła Tess i oparła się na łokciach.
- Dobra, już dobra – mruknęła Maya i sięgnęła po ciuchy.
Włożyła pośpiesznie dżinsy-biodrówki, nałożyła białą bluzkę, a na to błękitną koszulę z rękawem ¾ i kieszonkami na dekolcie. Włożyła swoje ulubione białe baletki z ćwikami, zapięła naszyjnik od babci, a włosy spięła w wysokiego kucyka. 
- Zadowolona? – spytała stając przed Tess.
- Prawie – odparła i wstała z łóżka.
Tess podeszła do Mayi i usadowiła ją na łóżku, a sama podeszła do półki i wzięła kosmetyki.  Zrobiła Mayi delikatny makijaż, podkreślając jej brązowe oczy, długie rzęsy i pełne usta. Policzki musnęła delikatnie różem i uśmiechnęła się z zadowoleniem.
- Teraz jest wspaniale.
- Dziękuje.
- To była przyjemność.
Tess odłożyła kosmetyki i w tym samym momencie coś odbiło się od okna. Maya podeszła do niego  i zobaczyła na podwórku Conora i Harrego, który celował kamykiem w okno. Zamachnął się i rzucił. Gdyby nie byłoby szyby trafiłby Mayę w nos.
Dziewczyna otworzyła okno.
- Idziecie? – zapytał Harry z wyczuwalnym zniecierpliwieniem.
- Właśnie schodzimy – odpowiedziała i zamknęła okno. – Cierpliwości – mruknęła do siebie.

Dziesięć minut później byli w drodze. Za kierownicą siedział Harry, Conor obok, a Maya z Tess na tylnych siedzeniach. Jechali w milczeniu. Z radia leciała jakaś melodia, do której Harry co rusz dołączał, tak jakby jechał sam samochodem. Nieraz Mayi chciało się śmiać, ale się powstrzymywała. Nie sądziła, że Harry brzydko śpiewał. Wręcz przeciwnie. Miał bardzo ładny głos, a chrypka, która ostatnio go prześladowała dawała ciekawy efekt.
Po dziesięciu minutach dojechali na miejsce.
Harry zaparkował samochodem przed centrum handlowym, gdzie czekali na nich Molly, która była uwieszona na Zynie, Niall, który zajadał się ciastkami Oreo, i Liam, który grał w łapki z Rufusem.
Maya wysiadła razem z resztą z samochodu i spojrzała przelotnie na Tess, która nie była zadowolona widokiem Molly. Wszyscy się ze sobą przywitali, ale Tess z Zaynem machnęli tylko do siebie rękoma, jakby nic ich nie łączyło.
- To od czego zaczynamy? – spytał Rufus.
- Ja muszę wpaść do butiku na drugim piętrze, więc znikam – oznajmiła Molly i pocałowała Zayna.
Tess się lekko rozluźniła i patrzyła jak dziewczyna znika za drzwiami do centrum. Popatrzyła na Zayna i lekko się uśmiechnęła.
- Może najpierw coś zjedzmy – zaproponował Niall, na co Harry się zaśmiał.
- Dopiero co skończyłeś jeść ciastka – powiedział.
Niall nic nie odpowiedział.
- Może kino – zaproponował Rufus. – Podobno grają coś z Robertem De Niro.
- Nie możemy, zapomniałeś? – wtrącił Conor.
- Aha. No tak – mruknął.
- A nie lepiej tak jak zawsze? – odezwał się Harry. – Rozdzielamy się i za dwie godziny wszyscy spotkamy się w tym samym miejscu co zawsze, zjemy coś, może coś się wymyśli i na imprezę.
- Jestem za – poparł go Liam.
Reszta także kiwnęła głową.
I nagle wszyscy się rozproszyli. Niall z Liamem poszli w stronę, gdzie niedawno zniknęła Molly, Harry poszedł wzdłuż ulicy i zaraz zniknął w jakiejś uliczce,  Tess poszła do Zayna i razem zniknęli w kawiarni. I został ona, Conor i Rufus.
Maya spojrzała na Conora, ale po chwili się odwróciła i weszła do centrum handlowego zostawiając chłopaków samych.
Szła przed siebie nie wiedząc zbytnio co ma ze sobą zrobić. Oglądała każdą witrynę sklepową, ale nie miała ochoty nic kupować. Zastanawiała się dlaczego nie mogli pójść do kina.
Po piętnastu minutach trafiła na sklep z artykułami malarskimi. Uśmiechnęła się do siebie i weszła do środka. Wewnątrz leciała cicho muzyka klasyczna, można było wyczuć zapach różnorodnych farb. Doszła do działu z gotowymi obrazami, nadrukami. Podeszła do półki z fototapetami i zaczęła przeglądać. W końcu natknęła się na jeden z Audrey Hepburn. Bez namysłu wyjęła fototapetę i zwinęła w rulonik, idąc w stronę kasy. Zapłaciła i zadowolona wyszła ze sklepu.
Maya uwielbia Audrey Hepburn. W swoim pokoju, kiedy mieszkała jeszcze z tatą namalowała jej podobiznę. Zajęło jej to tylko dwie godziny, a końcowy efekt był zniewalający. Pierwszy raz tak zaszalała z barwami. Ale co poradzić? Uwielbia tę kobietę. Rzymskie wakacje oglądała ze sto razy, jak nie więcej. Nie licząc reszty filmów z jej udziałem. Miała sentyment do starych produkcji.
Nagle przystanęła wyrwana z zamyśleń.
- Cholera – warknęła. – „W tym samym miejscu co zawsze” - zacytowała
Zerknęła na zegarek. Zostało jej jeszcze półtorej godziny.
- Czyli gdzie? – mruknęła niezadowolona sama do siebie.
Z tego wszystkiego zapomniała, gdzie mają się spotkać. Co teraz, pomyślała. Przecież nie będzie się szwędać po całym mieście. Reszta może być wszędzie.
Wróciła do miejsca, gdzie zaparkowali samochód. Jak się spodziewała – nikogo nie było.
Zwiniętą fototapetę wzięła pod pachę i ruszyła ulicą. Nie będzie siedzieć bezczynnie na parkingu przez ponad godzinę. To niedorzeczność, pomyślała.
Miasto było ładne i czyste. Było dużo ludzi zważywszy na to, że była sobota. Na ulicy przez którą szła były różne sklepy i kamienice mieszkalne. Co chwilę przejeżdżał jakiś samochód. Maya minęła muzeum, sklep spożywczy, aż w końcu trafiła na mały parczek. Podeszła do ławki i usiadła, wystawiając twarz do słońca.
Siedziała tak dłuższą chwilę przyglądając się spacerującym ludziom. Jak na razie mogła stwierdzić, że dzień mija pozytywnie.
 Nagle zobaczyła Harrego idącego z wielkimi, wypchanymi torbami. Maya zmarszczyła brwi i przyjrzała mu się dokładnie. Uśmiechał się od ucha do ucha, jakby wygrał na loterii. Dziwne, pomyślała.
Wstała i bez namysłu ruszyła za nim.
- Co ty knujesz, Styles? – mruknęła do siebie.

 ***

Witajcie Moi drodzy.
Przepraszam! Jejciu…. Jestem na siebie cholernie zła za tak wielkie opóźnienia. A wszystko przez koniec semestru. Musiałam podciągnąć oceny, żeby były przyzwoite. Cóż, trzeba jeśli się chce czerwony pasek. Mam nadzieję, że mi wybaczycie.
Mam dla was nowy rozdział, w którym może szaleństw nie ma, ale to jest wprowadzenie do pewnych sytuacji, o których dowiecie się czytając następny rozdział. Będzie więcej Harrego niż zwykle, będzie impreza i trochę się wydarzy, ale to później.
A także mam zaległości na niektórych waszych blogach. Wszystko niebawem nadrobię : ) I oczywiście chciałabym wam podziękować za 6 tysięcy wyświetleń i 26 obserwatorów. Yey!! Aż mam ochotę potupać nóżkami…. Tup…tup…tup… Jesteście wspaniali. Dziękuje!

Kocham Was mordki. Jeszcze raz przepraszam. No i do napisania. 

środa, 1 stycznia 2014

Początek przyjaźni

- Możemy porozmawiać?
Maya stała w drzwiach i wpatrywała się w Tess, która gorączkowo zapisywała coś w pamiętniku. Dziewczyna odłożyła dziennik i spojrzała na Mayę.
- Jasne. O co chodzi?
- Chodzi o Harrego – zaczęła i usiadła obok Tess. – Nie mogę z nim wytrzymać, nie wiem co mam myśleć, co zrobić, z kim pogadać… pocałował mnie i mi się chyba… podobało…
- Co? – Tess wykrztusiła i usiadła bliżej.
Maya westchnęła, przetarła twarz i przeczesała włosy dłońmi ze zdenerwowania.
- To jest takie frustrujące. A najgorsze jest to, że zaczynam z nim pogrywać. Wciąga mnie w tą swoją durną gierkę – odparła niezadowolona. – Pewnie, gdybym nie dowiedziała się o tym całym zakładzie, to już dawno by się do mnie dobrał. Jestem taka żałosna. Co mam teraz zrobić?
- Może ignoruj go jak tylko się da, albo po prostu się baw. Olej zakład i się zabaw.
- Mam z nim pójść do łóżka? Wtedy przecież wygra, a nie chcę dawać mu tej satysfakcji.
- I co z tego? Ty się zabawisz, a on nareszcie zostawi cię w spokoju. Przecież tego właśnie chcesz, żeby się odczepił, prawda?
- Tak… nie… nie wiem – westchnęła. – Fakt, to dupek, ale dzisiaj jak mi o sobie powiedział, to zrobiło mi się go żal. Nie wiem czy mówi prawdę, czy znowu wymyślił jakieś bzdury. A potem mnie pocałował. To całkowicie zbiło mnie z tropu.
- Opowiedział ci o sobie?
- Tak. O dzieciństwie i w ogóle – odparła.
Zapadła cisza. Maya nie chciała mówić o tym co Harry jej powiedział i Tess najwyraźniej to wyczuła.
- A dobrze chociaż całuje?
- Tak… - mruknęła i opadła na posłania. – Boże, powinnam go nienawidzić – dodała i się zamyśliła. – A ty? Z tobą się nie całował? – zaciekawiła się i spojrzała na Tess.
- Nie – odparła.
- Nie założył się o ciebie?
Oparła się na łokciu. Tess zaśmiała się z goryczą.
- Założył, tylko nie on miał mnie w sobie rozkochać.
- Nie? – Maya wykrztusiła zdziwiona – To w takim razie kto?
Tess zamyśliła się na chwilę i spojrzała na Mayę.
- Conor.

***
- Hej.
Maya weszła do kuchni, gdzie siedział Conor i popijał gorącą czekoladę.
- Cześć – uśmiechnął się przyjaźnie i skinął, aby usiadła obok niego.  – Jak dzień wolnego? – spytał.
Dziewczyna westchnęła i usiadła obok. Wymusiła uśmiech i spojrzał na niego.
- Mogło być gorzej – zaczęła. – Chciałam z tobą porozmawiać.
Uniósł z zaciekawianiem brwi i kiwną głową.
- Ile Harry przede mną zaliczył dziewczyn w zakładach? – spytała nie owijając w bawełnę.
Conor zakrztusił się napojem i spojrzał na nią zdezorientowany. Maya już nie siliła się na uśmiech. Patrzyła na niego oskarżycielsko i z wyrzutem
- Po co ci ta wiedza?
- Jestem ciekawa. A więc?
- Nie pamiętam dokładanie – zaczął niepewnie, nie wiedząc do czego Maya zmierza. – Może dziesięć, piętnaście…
- Aha.
Dziewczynę zdziwiła ta odpowiedź. A raczej liczba. Nie była do końca pewna czy spodziewała się większej czy mniejszej ilości dziewczyn.
- A z kim się zakłada? – ciągnęła dalej. – I czy zawsze on odgrywa główną rolę w zakładach?
- Do czego zmierzasz?
- Czy zawsze on zalicza dziewczyny? – spytała coraz bardziej zirytowana. 
- Maya…
- Odpowiedz! – zażądała drżącym głosem.
Chciała prostej odpowiedzi, choć bardzo dobrze ją znała. Chciała usłyszeć to z jego ust.
- Nie. Nie tylko on – odpowiedział.
Uciekał wzrokiem, byle tylko nie spojrzeć jej w oczy.
- Jesteś taki sam jak on, a nawet gorszy! – oskarżyła. – Nie spodziewałam się tego po tobie. Myślałam, że jesteś po mojej stronie, a ty tak samo jak on wykorzystujesz innych!
- Maya…
- Przestań. Nie chce na ciebie patrzeć – powiedziała i wstała.  
W momencie, gdy Maya wstawała, do kuchni wszedł Harry, który najwyraźniej wszystko słyszał, sądząc po jego uśmieszku.
- Przy okazji – zaczął i wyjął z kieszeni banknot pięćdziesięciodolarowy. – Minęły dwa tygodnie, a Maya nadal jest nieugięta, więc… wygrałeś – dodał i położył banknot przed Conorem.
Maya spoglądała na tę scenę z niesmakiem, natomiast Conor zwiesił głowę zakłopotany. Nie miał odwagi spojrzeć na dziewczynę.  A Harry? Harry był z siebie bardzo zadowolony. Jeszcze nigdy się nie cieszył, że przegrał zakład.
- Prosiłam tylko o jeden dzień – westchnęła zrezygnowana. – Jeden dzień spokoju, bez żadnych niechcianych atrakcji. Czy to, aż tak wiele?
Ręce jej opadły.
- W sumie to lepiej – mruknęła ruszając w stronę schodów.
Wróciła do pokoju i położyła się na łóżku. Zasnęła w mgnienia oku.

***

- To już bez znaczenia! – krzyczała do chłopaka, który siedział na miejscu kierowcy – Ja już tego nie chcę, Ian! Nie powinno do tego w ogóle dojść!
Po jej policzkach spływały łzy, ręce jej się trzęsły, serce biło tak mocno, jakby zaraz miało wyrwać się z piersi. Była przerażona.
- To nie moja wina! – odkrzyknął nie ściągając nogi z gazu.
- Ian, ja już tak dłużej nie mogę! – szlochała. – Nie mogę już z tobą być… nie potrafię.
- Nie zostawisz mnie!– warknął stanowczo.
- Zatrzymaj się! – zażądała drżącym głosem. – Ian, zatrzymaj się! Ian! –krzyczała.
Lecz ten nie zwracał na nią uwagi. Samochód jechał coraz szybciej. Chłopak nie zważał na znaki drogowe czy czerwone światło. Pędził autostradą mijając bez zastanowienia kolejne pojazdy. Maya zaciskała ręce na siedzeniu, coraz bardziej przerażona.
- Ian! – krzyknęła.
Samochód przejechał na czerwonym świetle. W tym samym momencie przez jezdnie przechodził starszy mężczyzna. Ian próbował się zatrzymać, lecz było za późno. Ciało odbiło się od samochodu poleciało i do przodu. Maya zaczęła krzyczeć. Obraz rozmazywał się jej od łez. Gdy samochód się zatrzymał, wysiadła pośpiesznie z samochodu i ruszyła do ciała mężczyzny. Krzyczała.

***

Obudziła się gwałtownie ze łzami na policzkach. Serce jej łomotało. Skuliła się i podciągnęła nogi do siebie. Chciała się uspokoić, ale wciąż była roztrzęsiona. Sen był tak bardzo realistyczny. Modliła się, żeby to już odeszło. Poczucie winy zjadało ją od środka. Ciągle obwiniała się o śmierć tego mężczyzny. Przecież on nie był niczemu winny.
Pod wieczór w końcu wstała. Poszła do łazienki i opłukała twarz zimną wodą. Wróciła do pokoju, gdzie czekała na nią Tess. Obgryzała ze zdenerwowania paznokcie i kiwała się w przód i w tył.
- Tess? Wszystko w porządku? – spytała.
- Jesteśmy przyjaciółkami?
Zaskoczyło Mayę to pytanie. Wcześniej nad tym nie myślała, ale znała odpowiedź.
- Tak – odparła zdecydowanie.
Zamknęła drzwi i kucnęła przed dziewczyną. Zgarnęła kosmyk jej rudych włosów za ucho i pogłaskała ją po policzku. Tess spojrzała na nią ze łzami w oczach.
- Znowu to zrobiłam  - jęknęła.
Maya machinalnie spojrzała na nadgarstki dziewczyny i z przerażeniem stwierdziła, że jest więcej blizn niż poprzednio.
- Co się stało? – spytała zaniepokojona.
Tess wstał z łóżka i zaczęła krążyć po pokoju, jednocześnie wbijając – już i tak mocno obgryzione – paznokcie w ramiona. Maya wystraszona patrzyła na nią i czekała, aż coś powie.
- Znów do niego poszłam – powiedziała i spojrzała na Mayę.
- Do kogo?
- Do Zayna – mruknęła i wznowiła spacer po pokoju.
- Do Zayna?
Tess kiwnęła tylko głową. Maya nic z tego nie rozumiała, ale nie chciała naciskać dziewczyny.
- Znowu się z nim przespałam – powiedziała przerażona. – Boże, coś my zrobili…
Zaczęła przeczesywać włosy.
- Z Zaynem? – wykrztusiła Maya zaskoczona.
Tego się nie spodziewała. Zamyśliła się chwilę i spojrzała na Tess.
- Ale przecież on jest z…
- Z Molly – Tess dokończyła za nią. – Wiem. To jest takie złe, Maya. To już za długo trwa. Nie wiem co ja mam teraz zrobić – szlochała. – Ale je go tak bardzo kocham!
- Tess… - Tylko tyle Maya była w stanie powiedzieć.
Podeszła do dziewczyny i przyciągnęła ją do siebie.  Głaskała ją po głowie i szeptała do ucha, że wszystko będzie dobrze, choć nie była tego pewna. Pragnęła ją pocieszyć, choć nie wiedział jak. Czuła się bezradna, gdy Tess przywarła do niej całym ciałem, nie przerywając płakać.
Po dłuższej chwili Tess zasnęła Mayi na kolanach. A ona sama nie wiedziała co ma o tym wszystkim myśleć. Tess i Zayn? Nie mogła sobie tego wyobrazić. Przypomniała sobie sytuację, w której wparowała bez pukania do pokoju Tess  i zastała ją w samej pościeli. Gorączkowo zasłaniała nagie ciało. Wtedy Maya nie zwróciła na to większej uwagi, ponieważ chciała znaleźć Harrego. Dopiero teraz uświadomiła sobie, że pewnie był z nią Zayn.
Maya zastanawiała się co z tego wyjdzie, aż w końcu zapadła w sen.

***

Witam Wszystkich! Na początku chciałabym Wam złożyć spóźnione życzenia!! A więc, udanego Nowego Roku, aby był lepszy od poprzedniego i żeby spełniły się Wasze marzenia. Mam nadzieję, że Wasz sylwester był udany, wesoły i szampański!!!
A teraz opowiadanie. Jak się Wam podoba nowy rozdział i co myślicie o relacji między Tess a Zaynem, i jak myślicie co z tego wyniknie? I co myślicie o Conorze? Mam nadzieję, że przypadł Wam do gustu. Pozdrawiam i do napisania!