poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Uśmiech

Maya uśmiechnęła się nieznacznie. Odwróciła wzrok od całującej się pary i spojrzała na Arthura.
- Owszem. Przespaliśmy się – odpowiedziała zmęczona.
Po co miała to ukrywać? I tak to nie miało żadnego znaczenia. Harry wszystko wypaplał, a każdy dodał swoje trzy grosze. Maya była zawiedziona i zraniona, a już wcześniej przeczuwała, że tak to się skończy, ale mimo wszystko zagłuszała ten głos, który mówił, że Harry to zły pomysł. Tyle osób ją ostrzegało przed nim. Nawet Jane! Która na jej oczach się z nim obściskiwała. A teraz jest już za późno. Harry dopiął swego. Wykorzystał ją.
Po chwili  rozległ się dzwonek na lekcję, który wytrącił dziewczynę  z rozmyślań.
- Chodź.
Arthur złapał ją za ramię i pociągnął w stronę sali. Weszli do pomieszczenia i usiedli  na swoim miejscu z tyłu sali.  Do klasy wszedł Pot–man, a zaraz po nim Jane z podbitym okiem – które nieskutecznie maskowała makijażem – i oczywiście Harry. Spojrzał na nią , a Maya od razu odwróciła od niego wzrok i zapatrzyła się w widok za oknem.
Moment później ktoś nad nią chrząknął. Spojrzała w górę. Przed jej ławką stał Kligins.
- Gdzie twoja praca? – zapytał niecierpliwie.
Wypracowanie, które zadał trzy tygodnie temu. Szlag.
Mimo, iż nie podnosił rąk do góry, to i tak wokół jego pach odznaczały się plamy potu. Koleś, przebierz się, umyj, cokolwiek – pomyślała.
- Nie mam – powiedziała. – Zapomniałam.
Westchnął niezadowolony i poszedł zbierać kolejne prace.
Maya zwiesiła głowę. To wypracowanie stanowiło pięćdziesiąt procent oceny rocznej, a nienapisanie jej – zważywszy na oceny Mayi – równało się ze szkołą letnią. Czy ten dzień może być jeszcze gorszy?
Do końca lekcji siedziała w paskudnym humorze. Wiele razy miała ochotę podejść i nabluzgać na Harrego, albo nawet przejść do rękoczynów, ale się powstrzymała. Już i tak była na językach całej szkoły. Nie chciała im dawać kolejnego powodu do plotek.
Po dzwonku zabrała swoje rzeczy i wyszła z sali. Przy drzwiach czekał na nią Styles.
- Musimy porozmawiać – powiedział łapiąc ją z rękę.
Maya wyszarpnęła się z jego uścisku i spojrzała na niego oburzona.
- Nie mamy o czym rozmawiać, nie sądzisz? – wysyczała. – Już wystarczająco powiedziałeś – dodała.
Chciała go wyminąć, lecz ten zagrodził jej drogę.
- Nie ja rozpuściłem te cholerne plotki – powiedział podnosząc głos.
- A ciekawe kto? Przecież byliśmy tam sami! – Zaśmiała się. – A nie, przepraszam. Było nas więcej i każdemu kolesiowi dałam się przelecieć – dodała coraz bardziej rozdrażniona.
- To nie ja! – warknął. – Czemu miałbym to robić?
- A dlaczego nie?! – krzyknęła. Ludzie wokół spoglądali na nich z ciekawością. Szykowała się dla nich kolejna sensacja. Kłótnia kochanków! Już nie patrzyła na innych. Miała dość i nie zważała na to co mówi.  – Czemu to cię w ogóle rusza? Masz co chciałeś. – Zaśmiała się. – Teraz masz wyrzuty sumienia? Teraz ci zależy? Trzeba było o tym pomyśleć kiedy postępowałeś tak z pierwszą dziewczyną! A teraz masz ich na koncie dwadzieścia! Dwadzieścia! I czemu? Bo jesteś popieprzony! Kto normalny tak postępuje?! Czym one ci zawiniły?! Jesteś chory!
- Maya…
- Nie! – krzyknęła. – Zaufałam ci, a ty to wykorzystałeś! Żałuję, że cię poznałam!
Stali jeszcze przez chwilę i wpatrywali się w siebie. Każde z nich było wstrząśnięte. Maya, że w końcu mu wygarnęła. Harry, że ktoś mu wygarnął. I to z jakim przytupem!
Wymusiła uśmiech i z uniesioną głową ruszyła korytarzem w stronę stołówki. Nie rozpłaczę się, nie rozpłaczę się. Nie na ich oczach. Nie dam im tej satysfakcji – powtarzała w myślach.
Do końca lekcji każdy ją wytykał pacami. Już nikt się z tym nie krył. Otwarcie o tym rozmawiali, mimo, że była w pobliżu. A Maya? Maya się uśmiechała.
- Dobrze ci tak.
Właśnie wychodziła ze szkoły. Odwróciła się. Tess się zaśmiała.
- Miło? – spytała. – Przyzwyczajaj się.
- Śmiało. Dobij mnie – powiedziała zrezygnowana.
- Nie muszę. On zrobił to za mnie – dodała i odeszła.

Maya wróciła do domu. Chciała pójść do pokoju i się zamknąć. Odpocząć. Odetchnąć. I w końcu się rozpłakać.
- Musimy porozmawiać.
Margaret była w kuchni. Właśnie przyrządzała obiat. Miała na sobie dżinsy i bawełniany sweterek.
- Dzisiaj dzwonili do mnie ze szkoły – zaczęła i spojrzała na nią. – Powiedzieli mi, że nie przyniosłaś wypracowania, które w dużej mierze wlicza się w końcową ocenę. Mało tego. Prawdopodobnie będziesz musiała uczęszczać do szkoły letniej. Wytłumaczysz mi to?
- Zapomniałam napisać – mruknęła. – Jutro pójdę do Kliginsa i z nim porozmawiam. Napiszę to na drugi termin.
 Pani Greer patrzyła na nią przez dłuższą chwilę.
- Stało się coś? – spytała w końcu.
- Co? Nie. – odparła pośpiesznie.  – Jestem zmęczona i chciałabym pójść do swojego pokoju.
- Jeśli coś jest nie tak, możesz mi powiedzieć. Możesz mi zaufać.
- Wszystko w porządku. – Wysiliła się na uśmiech. – Jak coś się stanie to będziesz pierwszą osobą, która się dowie – zapewniła.
- Dobrze więc – powiedziała powracając do gotowania. – Napisz wypracowanie.
Maya ruszyła w końcu do pokoju. Do upragnionego spokoju. Niestety na schodach prawie wpadła na Conora.
- Uważaj – warknął chłopak. – Och, to ty – dodał, kiedy zorientował się na kogo wpadł. – Wszystko w porządku?- spytał przyglądając się jej badawczo.
- Nie! Nic nie jest w porządku – wybuchła. – Czemu każdy musi mnie o to pytać? Mam napisane na czole „chodząca porażka”, czy co?
- Spokojnie. – Uniósł ręce w obronnym geście. – Nie chciałem cie wkurzyć.
- Nie, to ja przepraszam. Nie powinnam na ciebie naskakiwać – zaczęła. – Po prostu nie mam humoru, a co chwilę na kogoś wpadam. Nie mam ochoty z nikim rozmawiać – dodała.
- Jasne. Już cię zostawiam – powiedział. W połowie schodów zatrzymał się. -  Niektórzy ludzie to naprawdę  straszliwe świnie. Kto wie komu można ufać?
Uśmiechnął się szelmowsko i chwilę później zniknął jej z oczu.
O co mu do cholery chodziło?

Maya leżała na podłodze i wpatrywała się sufit. Po powrocie ze szkoły zamknęła się w pokoju i w końcu pozwoliła sobie odetchnąć. Nieszczery uśmiech zszedł jej z twarzy, a po jej policzkach spływały łzy. Wyciągnęła telefon. Po trzech sygnałach odebrał.
- Hej – zaczęła niepewnie. – Masz ochotę gdzieś wyskoczyć? Może się upić, co? Przepraszam, że do ciebie dzwonię, ale nie wiem do kogo mam się odezwać.
- Będę za dwadzieścia minut.


Hejka! Na tą chwilę nie będę się rozpisywać. Zaraz muszę lecieć do szkoły, ale jak wrócę to dopiszę co nieco. Dowiecie się między innymi czemu rozdział dzisiaj, a nie wczoraj. Jest niespodzianka związana z nową częścią opowiadania. No i cóż. Przepraszam za błędy. Miłego dnia! Całuję :*
*** Jestem z powrotem. Co myślicie o nowym rozdziale? Wierzycie, że to Harry się wygadał? A może ktoś inny wiedział? I jak myślicie, do kogo zadzwoniła Maya? ........ Rozdział dzisiaj nie wczoraj, ponieważ wczoraj ślęczałam nad zwiastunem do drugiej części, która niebawem nastąpi. Zrobiłam dwa zwiastuny. Straciłam poczucie czasu i nie dokończyłam rozdziału, ale za to dzisiaj przed szkołą go skończyłam. I żebyście nie były złe za opóźnienie, mała niespodzianka, wrzucam ww zwiastun (drugi wrzucę później) Mam nadzieję, że wam się spodoba. Czekam na Wasze opinie dotyczące rozdziału i zwiastuna.
A na wasze blogi wpadnę w tym tygodniu :*
Następny w piątek.
Kocham Was dziubki <3 



wtorek, 1 kwietnia 2014

Pozory

Pomieszczenie do którego weszli nie było duże. Lecz mimo wszystko panował tam porządek. Fakt, był to opuszczony budynek, ale Maya nie zwracała teraz na to uwagi. Spoglądała na stolik z kolacją na tarasie, który był połączony z pomieszczeniem.
Bez wahania ruszyła w tamtą stronę mijając zapalone świeczki i stanęła oparta o framugę w podwójnych – drewnianych i wyszczerbionych – drzwiach prowadzących na owy taras. Na stoliku była zastawa stołowa, dwie długie, białe świeczki, wiaderko z lodem i szampanem oraz jakieś danie pod pokrywką.
Harry podszedł do jednego z krzeseł i odsuną je jak na dżentelmena przystało. Dziewczyna uśmiechnęła się i usiadła.
- Aż nie mogę się nadziwić, że to zorganizowałeś.
- Mam jeszcze coś w zanadrzu – odparł śmiejąc się.
Obszedł stolik i usiadł naprzeciwko niej.
- Z braku, że nie miałem zbytnio czasu – odparł i sięgnął po pokrywkę. – nasze danie nie będzie szczególnie wykwintne. – Uniósł pokrywkę, pod którą były dwa pudełka z chińszczyzną. – Ale musisz mi wierzyć na słowo, jestem wybornym kucharzem. Pewnie się jeszcze o tym przekonasz – dodał uśmiechając się od ucha do ucha.
- Lubię chińszczyznę.
Spojrzał na nią uradowany, jakby powiedziała wspaniałą rzecz.
Nie poznawała go. Co się stało z tym szorstkim i nieodgadnionym chłopakiem? Ile z tego wszystkiego jest prawdą?
Odganiając myśli sięgnęła po pudełko z jedzeniem i patyczki. Nie chciała teraz o tym myśleć, choć co chwile podobne myśli przychodziły jej do głowy. Dobre samopoczucie lekko się z niej ulotniło.
W końcu nie wytrzymała.
- Więc ile ich już było? – zapytała przerywając ciszę.
- Nie rozumiem – odparł i zmarszczył brwi.
Westchnęła.
- Ile dziewczyn zabrałeś już w to miejsce? I ile razy się zakładałeś? – zaśmiała się nerwowo. – Zabawne, że w ogóle z tobą tu jestem. Jeszcze kilka dni temu nie mogłam na ciebie patrzeć, a teraz zajadam się chińszczyzną w twoim towarzystwie, a do tego zachowujemy się jak para. Z dnia na dzień się zmieniłeś.
Jego zmarszczka między brwiami się powiększyła.
- Więc?
- Czy to takie ważne?
Spojrzała na niego nieugięta.
- Z domu tylko ty i trzy inne dziewczyny – odparł.
- A poza domem?
Westchnął i odłożył pałeczki. Apetyt go opuścił.
- Jesteś dwudziesta.
Patrzyła na niego w zamyśleniu. Nie powinno ją to dziwić, ale mimo wszystko ta liczba ją zszokowała. Dwadzieścia dziewczyn. Dwadzieścia.
- Dziękuję za szczerość.
Uśmiechnął się i sięgnął po szampana. Odkorkował go i nalał do kieliszków.
- Skoro zeszliśmy z tego tematu – zaczął i wstał. – chcę ci coś jeszcze pokazać.
Złapał ją za rękę i pociągnął za sobą. Ruszyli w stronę schodów przeciwpożarowych  i wspięli się w górę wychodząc na dach budynku.
Wszędzie były kwiaty. Róże, lilie, tulipany. Była tylko wąska ścieżka prowadząca na koc, a całą resztę zajmowały kwiaty. Tyle kolorów.
- Kiedy udało ci się to ogarnąć? – spytała i ruszyła w stronę koca.
- Cóż, nie było łatwo – westchnął lekko zawstydzony. – Ale mam znajomości. – Zaśmiał się dźwięcznie.


Tess wróciła do domu. Szybko przemknęła przez salon i zeszła do siebie, unikając spotkania z Margaret. Nie chciała się jej pokazywać w takim stanie. Cóż, trzy butelki wina to za dużo jak na jej głowę. Zamknęła się w pokoju i klapnęła na łóżku.
Miała straszny mętlik w głowie, a alkohol nie ułatwiał jej w racjonalnym myśleniu. Ciągle roztrząsała słowa Jane. Wiedziała o niej i o Zaynie, a najprawdopodobniej to Maya puściła parę z ust. Jak ona mogła? Przecież były przyjaciółkami. I jeszcze Louis. Czemu to akurat on ją odciągnął? Po tym wszystkim co się stało, myślała, że jej nienawidzi. Najwyraźniej zmienił zdanie.


Leżeli na kocu i wpatrywali się w gwiazdy. Maya wcześniejszą rozmowę usunęła z umysłu i skupiła się na tym, że czuła się dobrze z Harrym. Nie chciała tego psuć. Może niepotrzebnie się przejmuje. Może Harry naprawdę się zmienił. Ta myśl ją uspakajała.
- Widzisz tamte trzy gwiazdy na prawo od księżyca? – spytał roześmianym głosem.
- Aham.
- Nie wiem co to za konstelacja – uśmiechnął się. – ale mi się podoba. Jakby tak przekrzywić głowę, to ma się wrażenie, że przypomina żyrafę.
Zaśmiała się i spojrzała na niego kładąc się na jego klatce piersiowej. Spoglądali na siebie dłuższą chwilę.
- Dobrze, że jesteś – powiedziała. Harry spojrzał na nią czule. – Po wypadku było ze mną naprawdę źle. Miałam problemy z byłym chłopakiem, a potem z tatą, ale jest już lepiej. – Uśmiechnęła się. – Nie mówię, że jest idealnie. Wciąż czuję, że gdybym inaczej postąpiła to by to wszystko się nie wydarzyło. Mam ogromne wyrzuty sumienia i jest mi z tym paskudnie, ale teraz czuję, że jest… lepiej.
Nachylił się i ją pocałował. Delikatnie. Maya odwzajemniła pocałunek i przywarła do niego całym ciałem.  Teraz ją nic nie obchodziło. Tylko jego usta. Pragnęła, żeby ją całował. Żeby nigdy nie przestawał. Harry obrócił ją na plecy i teraz on górował nad nią. Ich pieszczoty stały się bardziej namiętne i drapieżne. Chłopak pogładził jednią dłonią policzek, a drugą sunął wzdłuż biodra. Ona natomiast wplotła dłonie w jego loki. Harry wsunął dłonie pod jej koszulę, co przyprawiło ją o przyjemne dreszcze. Sięgnęła do jego koszuli i nie urywając pocałunków odpinała po kolei guziki.  Zsunęła z niego koszulę i pogładziła jego nagi tors. Harry oderwał się od niej i spojrzał jej w oczy. Chciał się upewnić czy na pewno tego chciała. Uśmiechnęła się i ponownie przyciągnęła go ku sobie. Oczywiście, że go pragnęła. Jednym ruchem ściągnął jej bluzkę, a następnie zabrał się za spodnie.

- Nie myślałam, że jesteś aż tak fałszywa! – wycedziła przez zęby.
Maya siedziała na łóżku i wpatrywała się w Tess w drzwiach swojego pokoju. Była zła i nie ukrywała tego. Patrzyła na nią jakby chciała przejść do rękoczynów. Do których już doszło, sądząc po siniakach na twarzy i rozciętej wardze.
- Co się stało? – spytał zdezorientowana.
Nie wiedziała co się dzieje. Przed kilkoma minutami wróciła z Harrym z idealnej randki. Jeszcze nie ochłonęła po tym co między nimi  zaszło, a teraz dochodzi do tego i Tess.
- Jak mogłaś wygadać Stylesowi, że coś mnie łączyło z Zaynem? Przez ciebie Jane się dowiedziała i teraz cała szkoła o mnie plotkuje.
- Co? – wydusiła.
- Zaufałam ci.
- Nic nie mówiłam Harryemu – wyjąkała w końcu. – Nie wiem kto to zrobił.
- Nie udawaj idiotki! – wybuchła. – Tylko ty o tym wiedziałaś! Nikomu więcej nie mówiłam!
- Tess, przecież wiesz, że nikomu bym nie powiedziała…
-  Przestań kłamać!
- Tess…
- A zresztą i tak już po wszystkim – wypaliła. – Nienawidzę cie! Nie zbliżaj się do mnie i nie odzywaj!
- Tess! – Zdołała krzyknąć nim drzwi się zatrzasnęły. – Cholera jasna!


Nazajutrz nie miała najmniejszej ochoty iść szkoły. Mimo wszystko zwlekła się z łóżka i ruszyła prosto pod prysznic. Odkręciła zimną wodę i stanęła pod strumieniem. Uśmiechała się pod nosem myśląc o wczorajszym wieczorze. O Harrym. Nie żałowała żadnej chwili.
Po dwudziestu minutach wyszła spod prysznica i wróciła do pokoju. Wysuszyła włosy i je rozczesała. Włożyła jasne dżinsy i czarną koszulkę z nadrukiem. Spakowała książki i poszła na górę, gdzie była Margaret. Zjadała śniadanie przygotowane przez opiekunkę i ruszyła do szkoły.
Gdy weszła do budynku poczuła jak wszyscy kierują wzrok na nią. Nie podobało jej się to, bo czuła, że stało się coś złego. Słyszała szepty, a gdy na kogoś spojrzała, od razu odwracali wzrok. W oddali zobaczyła Arthura. Ruszyła ku nie mu.
- Arthur, cześć – przywitała się.
- Cześć – bąknął.
Najwyraźniej nie miał ochoty z nią rozmawiać.
- Wiesz może czemu wszyscy się na mnie gapią i szepczą? – spytała oglądając się za siebie, jakby ktoś ich podsłuchiwał. – O co chodzi?
Spojrzał na nią i postanowił powiedzieć.
- Chodzą plotki, że Harry cie zaliczył – zaczął niepewnie. – Podobno ktoś mówił, że nie tylko on. Słyszałem też, że niektórzy robili zakłady. Nikt się nie spodziewał, że mu ulegniesz po tym jak kilkakrotnie dostał od ciebie po twarzy.
Mówił coś jeszcze, ale już go nie słuchała. Przy schodach dostrzegła Harrego, który stał do niej tyłem. Rozmawiał z Jane, która ją zauważyła. Uśmiechnęła się do niej wrednie i wtedy go pocałowała. A on odwzajemnił jej pocałunek.


 ***

Co myślicie o nowym rozdziale? Jak widzicie Harry i Maya się do siebie zbliżyli. Dużą część pozostawiłam waszej wyobraźni, bo opisywania stosunku jeszcze nie umiem. A nie mam zamiaru jakiegoś badziewia wam dawać do czynienia. No i jak myślicie kto rozpowszechnił plotki o Tess i Mayi? Kogo obstawiacie? Postanowiłam także bardziej wprowadzić postać Louisa i Arthura. Rozdział nawet przypadł do gustu, ale to wasze zdanie najbardziej się liczy, więc czekam na wasze komentarze…. Za wszelkie błędy przepraszam.

 Ostatnio myślałam, żeby z rozdziałami dobić do 20 i wtedy skończyłaby się część pierwsza. Potem zaczęłabym część drugą i poruszyłabym wtedy inny wątek, ale bohaterowie oczywiście nie będą się zmieniać. Może nawet bym zrobiła zwiastun Co myślicie? 
Następny w weekend. 

piątek, 28 marca 2014

Randka

*EDIT* Nowy rozdział jest przeniesiony na jutro (31/03)


Kolejną lekcją była geografia z panią Sparks. Była to wysoka kobieta z krótkimi blond włosami.  Kiedy Maya pierwszy raz ją zobaczyła, pomyślała, że nauczycielka nałożyła sobie miskę na głowę i obcięła włosy wzdłuż krawędzi. Taka wizja sprawiała, że chciało jej się śmiać. Geografia była najbardziej nudnym przedmiotem w całej szkole. Pani Sparks w ogóle nie nadawała się do nauczania.  Była ślamazarna i nie potrafiła skupić na sobie uwagi uczniów.
Maya wpatrywała się w jakiś punk na ścianie, jakby to było najciekawsze zajęcie na świecie. W pewnym momencie dostała sms'a: „Wyjrzyj przez okno”.
Z początku nie wiedziała o co chodzi, ale po chwili dostrzegła Harrego, który nonszalancko opierał się o drzewo. Pomachał do niej zadowolony z siebie i skinął, aby wyszła. Dziewczyna spojrzała na nauczycielkę i znowu na chłopaka, który nie spuszczał jej z oczu. Przygryzła wargę.
- Proszę pani, mogę iść do pielęgniarki? Źle się czuje – spytała w końcu unosząc wysoko dłoń do góry.
Kobieta odwróciła się przodem do klasy i spojrzała na Mayę zbita z tropu. Otaksowała ją, ale po chwili kiwnęła głową.
Maya zabrała torbę i wyszła z klasy kierując się do wyjścia. Przy drzwiach czekał na nią wyraźnie zadowolony z siebie Harry.  Jego spojrzenie było figlarne, czułe, pełne pragnienia. Te jego przejrzyste oczy, szeroko otwarte. Pełne czegoś, czego pewnie nigdy nie zrozumiała. Stanęła przed nim i odwzajemniła uśmiech.
- Sprowadzasz mnie na złą drogę.
- Jakoś nie widzę, żebyś się szczególnie opierała. – Zaśmiał się melodyjnie. Wyciągnął ku niej dłoń. – Chodź, zabiorę cię w pewne miejsce.
Złapała jego dłoń i dała się pociągnąć.

- Słyszałam, że kolejny cie porzucił.
Tess wzdrygnęła się. Odwróciła się i napotkała jadowity wzrok Jane. I ten jej uśmieszek.
- O co ci chodzi? – spytała niepewnie.
Molly usiadła do stolika. Były w stołówce. Panował harmider. Wszystkie rozmowy tworzyły jeden, wielki chaos, który coraz bardziej przytłaczał rudowłosą.
- Raczej o kogo – zaśmiała się złośliwie. – Tyle razy się zawiodłaś, a nadal jesteś taka naiwna. Lgniesz do każdego, który okaże choć trochę zainteresowania wobec ciebie - mówiła słodząc każde słowo. – Jesteś taka głupiutka – prychnęła. – Nic dziwnego, że Zayn woli tamtą. Ona  w odróżnieniu od ciebie nie pieprzy się z każdym napotkanym facetem.
Tess zacisnęła zęby. Była na skraju, żeby nie rozpłakać się i nie wybiec. Jane ją prowokowała i oczekiwała takiej reakcji.
- I kto to mówi? – wysyczała. – Jesteś zapatrzona w Stylesa jak w obrazek i nie dostrzegasz szczegółów. Myślisz, że jest twój? – zaśmiała się. – Przejrzyj na oczy i zobacz, że w ogóle się tobą nie interesuje. Wykorzystuje cię jak każdą, a teraz jest z Mayą. Biegasz wokół niego jak posłuszny pies – warknęła. – Jak suka.
Po tych słowach Jane złapała Tess za włosy i zaczęła ją ciągać na wszystkie strony.
- Odszczekaj to!
Rudowłosa nie była dłużna. Również złapała przeciwniczkę za włosy co rusz uderzając ją w twarz. Wokół nich zebrał się już spory tłum, ale nikt nie miał zamiaru ich rozdzielać. Upadały na podłogę. Szamotały się i wierzgały, rzucając w swoją stronę najróżniejsze obelgi. Jane kopnęła Tess w brzuch, co dziewczynę spowolniło i dostała kolejną serię po twarzy. Na oślep zamachnęła się i trafiła zaciśniętą pięścią przeciwniczkę prosto w nos. Trysnęła krew. I dopiero w tedy ktoś odciągnął je od siebie.
- Spokój! Wystarczy!
Louis wskoczył między nie i próbował je rozdzielić. Złapał Tess w tali i odciągnął ją od drugiej dziewczyny, która została unieruchomiona przez innego chłopaka. Z jej nosa płynęła krew, lecz to nie powstrzymało jej przed wykrzykiwaniem obelg i gróźb.
- Puść mnie! – Wierzgała się, próbując się wyrwać dwa razy większemu chłopakowi od niej. – Niech ja cię tylko dorwę, a zobaczysz! Zabiję cię dziwko, słyszysz?! Zabiję!
Tess nic nie odpowiedziała. Patrzyła na nią i w pewnym momencie zaczęła się śmiać, co jeszcze bardziej rozjuszyło drugą. Louis pociągnął ją w stronę wyjścia, a ona posłusznie dała się wyprowadzić.
- Gdzie są nauczyciele? – spytała idąc korytarzem.
- Nie mam zielonego pojęcia – odparł niepewnie ciągnąc ją za sobą.
Wyszli ze szkoły. Tess była jakby w transie. Na zmianę chichotała i się smuciła. W tej chwili obchodziła ją tylko jedna rzecz. Skąd, do cholery, Molly wiedziała o niej i o Zaynie? Tylko Mayi się zwierzała, nikomu więcej, więc nikt nie miał prawa o tym wiedzieć. Chyba, że Maya wygadała się Harryemu, a on pewnie dokończył dzieło.
Nawet nie spostrzegła, kiedy doszli do domu. Lecz nie weszli do domu pani Greer, weszli do budynku naprzeciwko.
Louis zaprowadził dziewczynę do kuchni. Tess zamyślona usiadła na blacie kuchennym i przyglądała się chłopakowi, który wyjął mrożony groszek, watę i środek dezynfekujący.
- Mocno oberwałaś – powiedział podchodząc do niej.
Zamoczył watę w środku dezynfekującym.
- Zapiecze – poinformował i przyłożył do brwi. Rudowłosa wstrzymała oddech i mruknęła coś pod nosem z niezadowoleniem.
Chłopak przemył wszystkie rany, a na koniec przyłożył paczkę z mrożonym groszkiem do jej lewego policzka, który były sinawy i napuchnięty. Ona zaś przyglądał mu się ze skupieniem.
- Jutro będzie wyglądać gorzej.
Uśmiechnęła się.

Maya wraz z Harrym siedziała w małej kawiarence na przedmieściach. Panował tam przyjazny klimat. Wnętrze było urządzone w brązowych i kremowych kolorach. Wszędzie były półki, półeczki z książkami, które można było wypożyczyć.
Siedzieli przy oknie zajadając się ciastkiem z kremem – specjałem szefa – i popijając kawę z dodatkiem czekolady. Rozmawiali o wszystkim, począwszy od ulubionego koloru do wiary w istnienie pozaziemskie. Co chwilę wybuchali śmiechem i się wygłupiali.
- Zanim cię spotkałem nie wiedziałem co to znaczy spojrzeć na kogoś i po prostu uśmiechnąć się bez powodu – wyznał.
Urzekło ją to wyznanie. Uśmiechnęła się delikatnie i nachyliła ku niemu. Musnęła jego usta.
- Zmieniłeś się – powiedziała w końcu.
- Co masz na myśli? – spytał w między czasie kradnąc jej kolejny pocałunek, co ją rozbawiło.
- Na początku byłeś wyrachowany, wredny, zapatrzony w siebie… a teraz… jesteś ciepły i czuły.
Spojrzał na nią i zamyślił się przez chwilę muskając palcami jej dłoń.
­- Kiedy jesteś młody, jesteś pełnym ideałów romantykiem. Potem dorastasz, nasiąkasz doświadczeniem i rzeczywistością, i odkrywasz, że bycie skurwysynem jest bardziej opłacalne...
- Smutne.
- Trochę. – Uśmiechnął się krzepiąco. – Cóż… zaplanowałem coś jeszcze – wyjawił.
- Już się nie mogę doczekać.
- Mam nadzieję.
Zapłacili rachunek i wyszli na zewnątrz. Spletli dłonie i ruszyli przez centrum, pochłonięci rozmową. Maya nie wiedziała, gdzie Harry ją prowadził. Nie spodziewała się po nim takiego zachowania. Pozytywnie ją zaskakiwał i miała tylko nadzieję, że wszystko nie pryśnie jak bańka mydlana.
Po około pół godzinie wolnego spacerku zatrzymali się przed pewnym budynkiem. Był stary i zaniedbany. Gdzieniegdzie odprysła farba i odpadał tynk za ścian. Przed sobą mieli duże, stare, podwójne drzwi. Chłopak bez trudu poradził sobie z ich otworzeniem i weszli ośrodka.
Nie było przesadnie brudno i nie śmierdziało, czego Maya się spodziewała. Był to po prostu niezamieszkały już budynek, gdzie najwyraźniej Harry znalazł schronienie.
Ruszyli korytarzem i weszli do windy towarowej. Styles przekręcił dźwignie i ruszyli. Zatrzymali się na trzecim piętrze. Odsunął kratę i Maya już wiedziała co dla niej przyszykował. Uśmiechnęła się zdumiona.

- Pierwsze zakochanie jest najtrwalsze, najsilniejsze i najpiękniejsze, choć zazwyczaj nieszczęśliwe - powiedziała
Tess wraz z Louisem leżeli na kanapie, kończąc pierwsze wino i oglądając horror, który raczej powinien zaliczać się do komedii.
- Masz prawdo do dumy. Walczyłaś, kochałaś, nie wyszło. Wyprostuj się – odparł bez zastanowienia.
Dziewczyna spojrzała na niego zaskoczona. Zdziwiły ją jego słowa. Myślała, że będzie z niej szydził.
- Dobre słowa, choć trudno wcielić je w życie.
Spojrzał na nią i się uśmiechnął. Byli niebezpiecznie blisko siebie.
- A próbowałaś? 


***

Witojcie, witojcie! Jak wam mija wiosna? Bo u mnie wspaniale... słońce świeci, jest cieplutko! *_* No i ta świadomość, że zostały trzy miesiące do wakacji ^_^ ... 
Tak z innej beczki. Czytała może któraś z was Akademię Wampirów? Ja przeczytałam wszystkie części i jestem zakochana. Można powiedzieć, że właśnie ta seria sprawiła, że pokochałam książki <3 Postanowiłam przeczytać ją raz jeszcze, aby odświeżyć w głowię historię.... I moje pytanie. Był ktoś już w kinie na filmie? Słyszałam, że ogromny badziew i że zrobili z tego komedię. Cóż, zwiastun też nam daje takie wrażenie. Aż normalnie mnie nerwica bierze... I nie wiem czy oglądać. Bo jak będzie ścierwo to będę zła, że to obejrzałam. Jeśli ktoś oglądał to niech napiszę opinię w komentarzu. 
Tak bardzo bym chciała, żeby ktoś nakręcił film DOKŁADNIE na podstawie mojej ulubionej książki. Jeden film mi wystarczy.. byłaby w niebo wzięta.... 
No i opowiadanie. Co myślicie i sądzicie? Czekam na Wasze opinie w komentarzach... oraz co byście chciały, a by wydarzyło się w kolejnych rozdziałach? 
No i do następnego... w weekend :) Buziaczki, pozdrawiam! Trzymajcie się ciepło <3
*EDIT* No i wkradły mi się błędy. W bójce brała udział Jane, nie Molly. Mój błąd, ale już poprawiony :)

poniedziałek, 17 marca 2014

Powroty

- Nie mogę uwierzyć, że znowu to zrobiliście! Nie macie nauczki po ostatnim razie?
Cała dziewiątka siedziała w salonie. Była siódma nad ranem. Maya zbytnio nie wiedziała o co chodziło z tym ostatnim razem, ale nie miała odwagi o to zapytać. Pani Greer oraz państwo Lightwood nie spali już od dobrych kilku godzin, zamartwiając się, gdzie są dzieci. Zayn tuż po tym, gdy zorientował się, że nie ma nigdzie Tess i, że nie mogą jej znaleźć, zadzwonił do Margaret i wszystko jej powiedział. Na reakcję nie trzeba było długo czekać. Wydzwaniali do każdego po kolei. Ale wszyscy zostawili telefony w samochodzie. Oprócz Zayna, oczywiście. To dało kolejny powód do kłótni i kazania, na temat ich nieodpowiedzialności.
Kiedy Tess pojawiła się przy samochodzie wszyscy spojrzeli na nią zszokowani. Pierwsza ocknęła się Maya, która podbiegła do niej i ją przytuliła. Tess się od niej oderwała i mruknęła, że nic jej nie jest. O to była cała rozmowa między nimi. Zaraz po niej przyszedł Zayn blady jak ściana. On także z nikim nie rozmawiał. I jak można się domyślić, droga powrotna na wieś odbyła się w kompletnej ciszy.
- To było skrajnie nieodpowiedzialnie z waszej strony – wtrącił się Samuel. – Powinniście nas zawiadomić, że jedziecie na imprezę, a nie do Rufusa!
Maya potem się dowiedziała, że wszyscy zgodnie mówili, że mieli zamiar jechać na ognisko do domu Rufusa.  Dziewczyny wtedy przy tym nie było, a potem się już nikt tym nie martwił.
- Nie planowaliśmy… - zaczął Zayn, ale gdy Samuel spiorunował go wzrokiem, zwiesił głowę.
- A gdyby naprawdę komukolwiek z was się coś stało, to gdzie ja was bym szukała? – kontynuowała Margaret. – Gdyby nie Zayn to pewnie nikt nie raczyłby nas poinformować o zniknięciu Tess.
- Wyszłam tylko na spacer, nic się nie działo… - zaczęła Tess.
- Byłaś na dachu siedmiopiętrowego budynku i chodziłaś po skraju dachu. To nazywasz spacerem? – wtrącił Zayn.
- A co cie to obchodzi co ja tam robiłam? To nie twój interes! – odburknęła.
- Dużo mnie to obchodzi, bo przyjechaliśmy razem i mieliśmy wrócić razem, a ciebie nie było!
- To trzeba było mnie zostawić w spokoju! – krzyknęła drżącym głosem.
- Cisza! – Wtrąciła się Glenda. – Nie będziecie się teraz kłócić! Stało się! Wy – zwróciła się do Zayna, Molly, Nialla, Rufusa i Liama. – Wasi rodzice zostaną poinformowani o tym wybryku i nie wywiniecie się od dodatkowych prac na farmie. Już ja o to zadbam. A wy – spojrzała na Tess, Mayę, Harrego i Conora. – Pani Greer zdecyduje jaka będzie wasza kara. – Spojrzała na kobietę, która ledwo powstrzymywała się, żeby nie wybuchnąć ze złości. Kiwnęła tylko głową nie odzywając się więcej. – Możecie na razie iść.

W samochodzie panowała zupełna cisza, a napięcie, które wisiało w powietrzu było tak gęste, że można było je ciąć nożem. Tess siedziała z przodu zapatrzona na drogę, która rozpościerała się przed nią i nie odpowiadała na żadne pytania, ani nie dołączała do rozmowy, o ile jakaś się pojawiła. Pani Greer, siedząca za kółkiem również milczała. Wcześniejsza kłótnia ją zmęczyła. Maya siedziała między pozostałą dwójką, w razie nieprzewidzianego konfliktu. Próbowała zagadywać każdego i wciągnąć w rozmowę, ale po kilku próbach sobie odpuściła.
Z jednej strony cieszyła się, że wraca. Szkolna rzeczywistość i te sprawy. Ale z drugiej strony obawiała się powrotu. Nie cieszyła ją perspektywa spotkania Jane czy Louisa. Ale za to chciała także porozmawiać z Arthurem, bo wcześniej nie miała zbytnio okazji. Chciała go przeprosić za Harrego i jego zachowanie i po prostu się zaprzyjaźnić, bo kiedy go poznała wydał się ciekawą osobą.
A przede wszystkim obawiała się Harrego. Była zdezorientowana i w zupełnej rozsypce. Nie wiedziała co o nim myśleć. Najpierw zadufany w sobie dupek, a potem przyjazny chłopak, który skrywa prawdziwe oblicze. Jak Harry się zachowa kiedy wrócą? Czy się zmieni? I czy jego charakter podczas pobytu na wsi był tylko po to żeby się do niej zbliżyć i wykorzystać? Może to była kolejna z wielu jego masek.
- No i dojechaliśmy – oznajmiła Margaret wjeżdżając na podjazd.
Wszyscy bez słowa wyszli, wzięli swoje bagaże i ruszyli do siebie. Maya zeszła ze schodów, ciągnąc za sobą torbę, która wydawała irytujący stukot, gdy uderzała o każdy kolejny stopień i dociągnęła ją do swojego pokoju.
- Harry i Conor – zawołała Margaret z góry. – Przyjdźcie na moment.
Maya spojrzała na Stylesa, który właśnie przechodził obok jej pokoju. Nie był w ogóle zaskoczony, że pani Greer prosi ich na rozmowę. Rzucił swoje torby do pokoju i ruszył na górę. Zaraz po nim ze swojego pokoju wyszedł Conor i ruszył w ślad za Harrym.
Dziewczyna zamknęła drzwi. Nie chciała słyszeć rozmowy. Otworzyła walizkę i zaczęła wyjmować ciuchy i je  układać. Wyciągnęła fototapetę i od razu zawiesiła ją w miejsce, gdzie zaraz po przyjeździe namalowała czarną, smutną postać.
Gdy miała już wszystko poukładane postanowiła pójść do Tess i porozmawiać z nią o poprzedniej nocy. Wcześniej nie było kiedy porozmawiać, a teraz była wolna.
Zastukała do drzwi, ale odpowiedziała jej cisza. Zapukała jeszcze raz z większą siłą. Nadal nic. Sięgnęła do klamki, ale w tym samym momencie drzwi się otworzyły i stała w nich Tess.
- Chciałam porozmawiać – powiedziała.
- Wchodź. – Odsunęła się od drzwi.
Maya rozejrzała się po pokoju i powaliła ją różowość pokoju Tess. Roże ściany, różowe meble, różowe łóżko i dywan, a nawet różowe biurko.
- Jej – wykrztusiła. – Tu jest…
- Słodko. Tak wiem – dokończyła rudowłosa.
- Pozytywnie – poprawiła i usiadła na łóżku. – Przepraszam, że z tobą wtedy nie porozmawiałam. Czułam, że coś się stało, a nie zachowałam się jak na przyjaciółkę przystało – dodała po chwili.
- Niepotrzebnie mnie przepraszasz, ponieważ wszystko jest dobrze – odpowiedziała beznamiętnie.
- Ale byłaś przybita, a potem zniknęłaś i tak długo cię szukaliśmy i myśleliśmy, że…
- Niepotrzebnie mnie szukaliście, bo nic wielkiego się niestało – warknęła chłodno. – Owszem, na początku było mi źle i byłam zła, ale potem mi przeszło. A z imprezy wyszłam, bo nie miałam ochoty dalej się bawić. Chciałam się przewietrzyć. Tyle.
- Ale Zayn mi powiedział, że wy…
- Zayn jest już nieistotny. – Kolejny raz jej przerwała. – Owszem, kocham go i owszem, nic nas już nie łączy. Już mi nie zależy.
- Ale…
- Maya – westchnęła zirytowana. – Czuję się świetnie, nie musisz się o mnie martwić. To tyle na ten temat… Chciałabym zostać sama, jeśli pozwolisz.
Maya zamknęła rozdziawione usta i wyszła z pokoju. Stała jeszcze chwilę nie pojmując co się stało z Tess. Nie rozumiała jej zachowania. Nie oczekiwała, że zastanie ją w rozpaczy czy na granicy załamania. Oczekiwała jakichkolwiek emocji z jej strony, a ona była oziębła i chłodna, jak nie Tess. Jakby Zayn w ogóle jej nie obchodził. Zdała sobie sprawę, że tak naprawdę nie zna Tess.
- Cholera – mruknęła przeciągle pod nosem.
Poszła na górę gdzie zastała Margaret siedzącą w zamyśleniu przy kominku. Jej kręcone włosy okalały jej twarz jak aureola. Miała założone dłonie na kolanach i wpatrywała się popiół. Chłopaków nigdzie nie było.
- Jesteś jeszcze na nas zła? – spytała.
Kobieta jakby ocknięta ze snu spojrzała na Mayę i się delikatnie uśmiechnęła.
- Już nie – powiedziała spokojnie, ze znużeniem.
- Przepraszam, nie chcieliśmy cię niepokoić – zapewniła ją.
Margaret się zaśmiała.
- Zawsze się będę o was niepokoić, taka moja rola. – Uśmiechnęła się. – Byłam zła, że nie powiedzieliście mi gdzie tak naprawdę idziecie, a kiedy Zayn zadzwonił i powiedział, że nie możecie znaleźć Tess… byłam jednym, wielkim kłębkiem nerwów. – Zaśmiała się. – Złym kłębkiem nerwów.
- Przepraszam.
- Nie rozumiem czemu mi nie powiedzieliście, przecież możecie mi zaufać – westchnęła. – Zgodziłabym się, żebyście pojechali. Czy aż tak dużo od was oczekuję?
- Moje słowa nie cofną czasu, ale mogę ci obiecać, że to więcej się nie powtórzy – zapewniła.
- Trzymam cię za słowo – powiedziała. – Najważniejsze, że Tess się nic nie stało.
Maya nigdy nie czuła się tak źle. Zawiodła Margaret i nadużyła jej zaufania. Czuła się z tym źle, a po tej rozmowie jeszcze gorzej, ponieważ widziała zawód w oczach opiekunki.
Wróciła do swojego pokoju. Wzięła prysznic  i położyła się spać. Dopiero kiedy położyła się do łóżka poczuła prawdziwe zmęczenie. Zasnęła w  mgnienia oku.

Rano wstała cała obolała. Bolały ją łydki, plecy i pupa. Wstała z wielkim wysiłkiem, nie tylko przez ból. Była siódma rano i musiała się wyszykować do szkoły.
Wygramoliła się z łóżka i poszła pod zimny prysznic, który o dziwo ją dobudził. Ubrała się w pierwsze lepsze, wygodne ciuchy. Przeczesała włosy i wyszła, nie zważając na wygląd czy śniadanie. Nie dzisiaj.
Postanowiła, że nie pójdzie na pierwszą lekcję. Nie uśmiechało jej się patrzeć na Pot-Mana, który co rusz unosił spocone ręce. Usiadła koło szafki i czekała na dzwonek. Na korytarzach był pusto. Po pięciu minutach przysiadł się do niej Harry, który wszedł przed chwilą do szkoły.
Maya oparła głowę o szafę i przechyliła głowę spoglądając na niego.
- Cześć – przywitał się.
- Cześć.
- Nie jesteś na lekcji? – zapytał.
- Jak widać – odparła. – Jakoś nie miałam siły doczłapać się do klasy.
Harry zaśmiał się i dopiero na nią spojrzał.
- Co mówiła Margaret? – spytała nie odrywając wzroku od niego.
- Że ją zawiedliśmy i że się tego po nas nie spodziewała. Pytała się o bójkę i wygłosiła kazanie na temat odpowiedzialności, bezpieczeństwa, naszej przyszłości i jeszcze paru rzeczach. – Odwrócił wzrok.
- Acham – mruknęła, czując, że chłopak nie chce drążyć tematu.
- Spotkamy się później? – spytał po dłuższej ciszy.
- Możemy – odpowiedziała, zanim pomyślała na co się godzi.
- No to jesteśmy umówieni.
Wstał z podłogi i na chwile jeszcze przed nią kucnął. Podparł się o jej kolana i pochylił się ku niej. Delikatnie ją pocałował, wstał i odszedł.


***

No i mamy kolejny rozdział. Przepraszam, że o tak późnej porze, bo już jest po północy, ale o takich godzinach najlepiej mi myśleć. Jest cicho i na spokojnie mogę dopracować rozdział. Za wszelkie błędy przepraszam. Jutro… dzisiaj przeczytam to jeszcze raz , wyłapię błędy i poprawię. Teraz kleją mi się oczy.  Mam nadzieję, że rozdział się podoba i do następnego, pewnie w czwartek cały, albo we wtorek część. Całuję i pozdrawiam! Dobranoc :*

+ Dziękuje za 10.000 wyświetleń! Jesteście wielcy! 

środa, 12 marca 2014

Poszukiwania

Tess stawiała kolejne kroki wzdłuż skraju dachu. Cały alkohol już z niej wyparował i w tym momencie czuła tylko przygnębienie, smutek i tęsknotę. Przede wszystkim tęsknotę.
Nuciła pod nosem piosenkę.

Czy chcesz, czy chcesz
Pod drzewem skryć się?
Tu zawisł ten, co troje zginęło z jego mocy.
Dziwnie już tutaj bywało,
Nie dziwniej więc by się stało,
Gdybyśmy się spotkali pod wisielców drzewem o północy.

- Zayn, poczekaj! – Molly krzyknęła ledwo nadążając za chłopakiem. – Zayn, mówię do cie… ! – Urwała w połowie zdania, gdy obcas jednego z butów utknął w dziurze w chodniku. – Cholera jasna! Zayn!
Malik przygryzł wargę, żeby nie zacząć krzyczeć. Policzył w duchu do dziesięciu i podszedł do dziewczyny, która siłowała się z butem.
- To nowe szpilki! – narzekała. – Kurwa mać!
Zayn stał spokojnie i bacznie przyglądał się Molly.
- Nie musisz przeklinać – upomniał ją. – To tylko buty – dodał coraz bardziej rozdrażniony.
- Tylko buty?! – obruszyła się. – Dałam za nie dwieście dolców!
- Nieważne – burknął zrezygnowany i ruszył dalej w poszukiwaniu Tess, zostawiając Molly z butem utkniętym w dziurze.
- Zayn, a ty dokąd?! – krzyknęła. – Wracaj! Zayn!
Ale on już nie słuchał.

- Niektóre sprawy trochę wyolbrzymiłem – powiedział ze spokojem Harry.
Maya popatrzyła na niego z zainteresowaniem.
- To znaczy?
- Teraz ci nie powiem – poinformował lekko się uśmiechając.
- Czemu? – dopytywała rozczarowana.
- Bo przestałbym być taki tajemniczy – zaśmiał się. – Jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz.
- Z pewnością.

Czy chcesz, czy chcesz
Pod drzewem skryć się?
Choć trup ze mnie już, uwolnię cię od przemocy.
Dziwnie już tutaj bywało,
Nie dziwniej więc by się stało,
Gdybyśmy się spotkali pod wisielców drzewem o północy.

- Nie mam już siły, a na dodatek jestem głodny – narzekał Niall człapiąc się za Liamem i Rufusem. – Może zatrzymajmy się na chwilę w jakiejś knajpce, co chłopaki?
- Dawno nie było tak interesująco, co? – zagadnął Rufus Liama, zupełnie nie zwracając sobie głowy Niallem, który od dobrej godziny nawijał o jedzeniu.
- A żebyś wiedział. Jest już dobrze po trzeciej, a my nadal nie możemy jej znaleźć. Ciekawe, gdzie się schowała.
- Jakąś pizzę bym zjadł, albo frytki… frytki. Tak, to dobry pomysł…
- I ciekawe jak inni sobie radzą. – Rufus rozejrzał się dookoła z nadzieją, że coś zobaczy. Na marne.
Okolica była opustoszała. Wszyscy mieszkańcy już spali. Chłopaki szli przez park, a następnie wzdłuż przystani, lecz nigdzie nie było śladu Tess.
- No i ciekawe o co Conor z Harrym się pobili – zagadnął Liam.
- Albo paluszki solone…. Jejku, ale mi burczy w brzuchu…
- Wyglądało poważnie – odparł Rufus. – I zdziwiło mnie, że Maya wparowała w środek bójki. Przecież mogła oberwać.
- A no mogła.
- I jeszcze jedno. - Rufus się zatrzymał i spojrzał na Nialla. - Musimy coś z nim zrobić.
- Tak. Nakarmić mnie musicie.

- Opowiedz mi jakąś historię – zaproponowała wchodząc na kłodę drzewa na brzegu jeziora.
Harry podaj jej dłoń, aby nie straciła równowagi, co wydało się Mayi wyjątkowo urocze.
Zastanowił się przez chwilę wyszukując w myślach radosnych wspomnień.
- Kiedy miałem może jakieś dziewięć lat, wymknąłem się z sierocińca i przyszedłem tutaj – zaczął niepewnie. – Pamiętam jak było ciemno… Po drugiej stronie jeziora jest ławka. Usiadłem na niej i przez kilka godzin wpatrywałem się w nieruchome jezioro, w księżyc i w gwiazdy. Było od groma gwiazd…. Pięknie to wyglądało.
Zamilkł. Na jego twarzy spoczywał delikatny uśmiech.
Przez dłuższą chwilę szli w ciszy. Maya, żeby przerwać milczenie pchnęła go w stronę wody, prze co zamoczył spodnie do kolan. Zaśmiali się wspólnie.
- No i się doigrałaś – zaśmiał się radośnie i wziął Mayę na ręce.
- Harry!
- Co jest kotek? – spytał szczerząc się od ucha do ucha.
- Postaw mnie z powrotem na ziemię! – rozkazała.
- A co będę z tego miał?
- Nic!
- No to przykro mi bardzo – zaśmiał się.
Wszedł po kolana do wody i jednym, zwinnym ruchem wrzucił Mayę do jeziora. Dziewczyna rąbnęła pupą o dno i przy okazji ochlapała Harrego. Zaśmiała się pod nosem i spojrzała na chłopaka.
- Ależ ty nonszalancki.
Harry zaśmiał się i usiadł w wodzie obok niej.
- Boję się, że Tess sobie coś zrobi – powiedziała w końcu.
- Niepotrzebnie – zapewnił. – To silna dziewczyna. Musi po prostu sobie parę rzeczy poukładać, a najlepiej myśli się w osamotnieniu.
- Myślisz?
Harry kiwnął głową.
- Wracajmy może już do samochodu. Może już ją znaleźli – zaproponował.
Wstali z wody i ruszyli w powolną drogę do samochodu. Po dwudziestu minutach marszu Harry wziął Mayę na barana, gdy ta coraz częściej narzekała na bolące nogi.
Na miejsce dotarli po pół godzinie. Przy samochodzie czekał już Conor z poobijaną i zakrwawioną twarzą. I kiedy Maya spojrzała na niego, dopiero wtedy przypomniała sobie o bójce, która całkowicie wypadła jej z głowy.
Conor spojrzał na nich ze złością. Maya ostatnio go nie poznawała. Na początku był pogodny, radosny i godny zaufania. A teraz? Co na niego wpłynęło, że tak bardzo się zmienił?  Coraz bardziej go nie lubiła i chyba z wzajemnością, bo to w jaki sposób Conor na nich patrzył z pewnością nie był przyjazny.
Na krawężniku siedziała także Molly. Miała bose stopy. Obok niej leżały szpilki, ale jeden z butów nie miał obcasa. Dziewczyna dzióbała nim ziemię, nie zwracając uwagi na otocznie.
Dalej siedział Niall, który sądząc po papierkach wokoło , musiał już pochłonąć posiłek za trzech. Potem Liam i Rufus, którzy podeszli do Mayi i Harrego, gdy ta stanęła na własne nogi.
- Nic?
- Nic a nic – mruknął zrezygnowany Liam.
- A gdzie Malik? – spytał.
- Niech on się tu tylko pojawi! – warknęła Molly. - Ja mu pokarzę! 
- Och, zamknij się! – powiedzieli wszyscy zgodzie prócz Mayi i Stylesa.
- Mamy już dość twojego marudzenia – dodał Rufus.
Harry zrobił zdziwioną minę. 
- Zayn się w ogóle nie pojawił, nie wiemy gdzie jest – odpowiedział Liam.
- Oby się znaleźli.

Czy chcesz, czy chcesz
Pod drzewem skryć się?
To tu do mnie miałaś zbiec, żeby uniknąć przemocy.
Dziwnie już tutaj bywało, nie dziwniej więc by się stało,
Gdybyśmy się spotkali pod wisielców drzewem o północy.

- Myślałem, że cie nigdy nie znajdę – mruknął Zayn spoglądając na Tess, która stąpała na skraju dachu.
Dziewczyna odwróciła się w jego stronę i uśmiechnęła się delikatnie.

Czy chcesz, czy chcesz
Pod drzewem skryć się też?
W naszyjniku ze sznura u boku mego nie czekaj pomocy.
Dziwnie już tutaj bywało,
Nie dziwniej więc by się stało,
Gdybyśmy się spotkali pod wisielców drzewem o północy.

- Dużo dzisiaj myślałam – zaczęła, gdy skończyła nucić piosenkę.
- Porozmawiajmy o tym, ale najpierw podejdź do mnie – odparł nerwowo.
- Na imprezie z początku się bawiłam… śmiałam… – mówiła melancholijnie, nie zwracając uwagi na prośbę chłopaka.  – A potem zobaczyłam cię z Molly. – Zrobiła dwa kroki w przód. – Nie zrozum mnie źle…. Nie mam do ciebie wyrzutów, nie jestem zła. Już nie…
- Tess, proszę…
- … nie chcę robić z siebie ofiary i wiecznie zdołowanej Tess. Nie jestem taka. – Dwa kroki w tył. – W sumie to dobrze, że nie  ma już nas…
- Tess..
- Tylko jedna rzecz tak naprawdę mnie zasmuciła – zaśmiała się nerwowo. – Że nigdy tak naprawdę mnie nie znałeś. – Stanęła na samej krawędzi, tak, że najmniejszy podmuch mógłby ją pchnąć w dół. Zayn momentalnie drgnął i zrobił krok w przód.
  Proszę, nie...
– Widzisz? – zaśmiała się. – Gdybyś naprawdę mnie znał, to wiedziałbyś, że nie skoczę.
Oddaliła się od krawędzi i ruszyła w stronę drzwi prowadzących na dół, mijając zszokowanego chłopaka, który nie wiedział zupełnie jak ma zareagować. Nie pierwszy raz.

***

Witojcie!  Późno, bo późno, ale jest…
W rozdziale użyłam piosenki Drzewo Wisielców z Kosogłosa Suzanne Collins, ponieważ niedawno skończyłam czytać książkę a piosenka przypadła mi bardzo do gustu i postanowiłam ją wykorzystać.
Wpadłam na pewien pomysł, aby pisać rozdziały w dwóch częściach. A mianowicie będę robić tak, że część opublikuję jednego dnia, a dokończenie na następny dzień, a całość będzie jako jeden rozdział. Wydaje mi się, że ten pomysł jest dobry, bo będę publikować częściej… Co 2-3 dni będzie cały nowy rozdział. I wy będziecie zadowoleni, bo będzie co czytać i ja będę zadowolona bo będę częściej publikować i będę miała więcej czasu.  Co o tym myślicie? Mam nadzieję, że pomysł przypadnie wam do gustu…. No i dokończenie tego rozdziału pojawi się jutro wieczorem.Całuję!
*** No i jest dokończenie :) Mam nadzieję, że przypadło Wam do gustu. Kolejny rozdział w sobotę lub niedzielę. Dodam w całości, bo będę miała czas na opracowanie go. Buźka :*