poniedziałek, 17 marca 2014

Powroty

- Nie mogę uwierzyć, że znowu to zrobiliście! Nie macie nauczki po ostatnim razie?
Cała dziewiątka siedziała w salonie. Była siódma nad ranem. Maya zbytnio nie wiedziała o co chodziło z tym ostatnim razem, ale nie miała odwagi o to zapytać. Pani Greer oraz państwo Lightwood nie spali już od dobrych kilku godzin, zamartwiając się, gdzie są dzieci. Zayn tuż po tym, gdy zorientował się, że nie ma nigdzie Tess i, że nie mogą jej znaleźć, zadzwonił do Margaret i wszystko jej powiedział. Na reakcję nie trzeba było długo czekać. Wydzwaniali do każdego po kolei. Ale wszyscy zostawili telefony w samochodzie. Oprócz Zayna, oczywiście. To dało kolejny powód do kłótni i kazania, na temat ich nieodpowiedzialności.
Kiedy Tess pojawiła się przy samochodzie wszyscy spojrzeli na nią zszokowani. Pierwsza ocknęła się Maya, która podbiegła do niej i ją przytuliła. Tess się od niej oderwała i mruknęła, że nic jej nie jest. O to była cała rozmowa między nimi. Zaraz po niej przyszedł Zayn blady jak ściana. On także z nikim nie rozmawiał. I jak można się domyślić, droga powrotna na wieś odbyła się w kompletnej ciszy.
- To było skrajnie nieodpowiedzialnie z waszej strony – wtrącił się Samuel. – Powinniście nas zawiadomić, że jedziecie na imprezę, a nie do Rufusa!
Maya potem się dowiedziała, że wszyscy zgodnie mówili, że mieli zamiar jechać na ognisko do domu Rufusa.  Dziewczyny wtedy przy tym nie było, a potem się już nikt tym nie martwił.
- Nie planowaliśmy… - zaczął Zayn, ale gdy Samuel spiorunował go wzrokiem, zwiesił głowę.
- A gdyby naprawdę komukolwiek z was się coś stało, to gdzie ja was bym szukała? – kontynuowała Margaret. – Gdyby nie Zayn to pewnie nikt nie raczyłby nas poinformować o zniknięciu Tess.
- Wyszłam tylko na spacer, nic się nie działo… - zaczęła Tess.
- Byłaś na dachu siedmiopiętrowego budynku i chodziłaś po skraju dachu. To nazywasz spacerem? – wtrącił Zayn.
- A co cie to obchodzi co ja tam robiłam? To nie twój interes! – odburknęła.
- Dużo mnie to obchodzi, bo przyjechaliśmy razem i mieliśmy wrócić razem, a ciebie nie było!
- To trzeba było mnie zostawić w spokoju! – krzyknęła drżącym głosem.
- Cisza! – Wtrąciła się Glenda. – Nie będziecie się teraz kłócić! Stało się! Wy – zwróciła się do Zayna, Molly, Nialla, Rufusa i Liama. – Wasi rodzice zostaną poinformowani o tym wybryku i nie wywiniecie się od dodatkowych prac na farmie. Już ja o to zadbam. A wy – spojrzała na Tess, Mayę, Harrego i Conora. – Pani Greer zdecyduje jaka będzie wasza kara. – Spojrzała na kobietę, która ledwo powstrzymywała się, żeby nie wybuchnąć ze złości. Kiwnęła tylko głową nie odzywając się więcej. – Możecie na razie iść.

W samochodzie panowała zupełna cisza, a napięcie, które wisiało w powietrzu było tak gęste, że można było je ciąć nożem. Tess siedziała z przodu zapatrzona na drogę, która rozpościerała się przed nią i nie odpowiadała na żadne pytania, ani nie dołączała do rozmowy, o ile jakaś się pojawiła. Pani Greer, siedząca za kółkiem również milczała. Wcześniejsza kłótnia ją zmęczyła. Maya siedziała między pozostałą dwójką, w razie nieprzewidzianego konfliktu. Próbowała zagadywać każdego i wciągnąć w rozmowę, ale po kilku próbach sobie odpuściła.
Z jednej strony cieszyła się, że wraca. Szkolna rzeczywistość i te sprawy. Ale z drugiej strony obawiała się powrotu. Nie cieszyła ją perspektywa spotkania Jane czy Louisa. Ale za to chciała także porozmawiać z Arthurem, bo wcześniej nie miała zbytnio okazji. Chciała go przeprosić za Harrego i jego zachowanie i po prostu się zaprzyjaźnić, bo kiedy go poznała wydał się ciekawą osobą.
A przede wszystkim obawiała się Harrego. Była zdezorientowana i w zupełnej rozsypce. Nie wiedziała co o nim myśleć. Najpierw zadufany w sobie dupek, a potem przyjazny chłopak, który skrywa prawdziwe oblicze. Jak Harry się zachowa kiedy wrócą? Czy się zmieni? I czy jego charakter podczas pobytu na wsi był tylko po to żeby się do niej zbliżyć i wykorzystać? Może to była kolejna z wielu jego masek.
- No i dojechaliśmy – oznajmiła Margaret wjeżdżając na podjazd.
Wszyscy bez słowa wyszli, wzięli swoje bagaże i ruszyli do siebie. Maya zeszła ze schodów, ciągnąc za sobą torbę, która wydawała irytujący stukot, gdy uderzała o każdy kolejny stopień i dociągnęła ją do swojego pokoju.
- Harry i Conor – zawołała Margaret z góry. – Przyjdźcie na moment.
Maya spojrzała na Stylesa, który właśnie przechodził obok jej pokoju. Nie był w ogóle zaskoczony, że pani Greer prosi ich na rozmowę. Rzucił swoje torby do pokoju i ruszył na górę. Zaraz po nim ze swojego pokoju wyszedł Conor i ruszył w ślad za Harrym.
Dziewczyna zamknęła drzwi. Nie chciała słyszeć rozmowy. Otworzyła walizkę i zaczęła wyjmować ciuchy i je  układać. Wyciągnęła fototapetę i od razu zawiesiła ją w miejsce, gdzie zaraz po przyjeździe namalowała czarną, smutną postać.
Gdy miała już wszystko poukładane postanowiła pójść do Tess i porozmawiać z nią o poprzedniej nocy. Wcześniej nie było kiedy porozmawiać, a teraz była wolna.
Zastukała do drzwi, ale odpowiedziała jej cisza. Zapukała jeszcze raz z większą siłą. Nadal nic. Sięgnęła do klamki, ale w tym samym momencie drzwi się otworzyły i stała w nich Tess.
- Chciałam porozmawiać – powiedziała.
- Wchodź. – Odsunęła się od drzwi.
Maya rozejrzała się po pokoju i powaliła ją różowość pokoju Tess. Roże ściany, różowe meble, różowe łóżko i dywan, a nawet różowe biurko.
- Jej – wykrztusiła. – Tu jest…
- Słodko. Tak wiem – dokończyła rudowłosa.
- Pozytywnie – poprawiła i usiadła na łóżku. – Przepraszam, że z tobą wtedy nie porozmawiałam. Czułam, że coś się stało, a nie zachowałam się jak na przyjaciółkę przystało – dodała po chwili.
- Niepotrzebnie mnie przepraszasz, ponieważ wszystko jest dobrze – odpowiedziała beznamiętnie.
- Ale byłaś przybita, a potem zniknęłaś i tak długo cię szukaliśmy i myśleliśmy, że…
- Niepotrzebnie mnie szukaliście, bo nic wielkiego się niestało – warknęła chłodno. – Owszem, na początku było mi źle i byłam zła, ale potem mi przeszło. A z imprezy wyszłam, bo nie miałam ochoty dalej się bawić. Chciałam się przewietrzyć. Tyle.
- Ale Zayn mi powiedział, że wy…
- Zayn jest już nieistotny. – Kolejny raz jej przerwała. – Owszem, kocham go i owszem, nic nas już nie łączy. Już mi nie zależy.
- Ale…
- Maya – westchnęła zirytowana. – Czuję się świetnie, nie musisz się o mnie martwić. To tyle na ten temat… Chciałabym zostać sama, jeśli pozwolisz.
Maya zamknęła rozdziawione usta i wyszła z pokoju. Stała jeszcze chwilę nie pojmując co się stało z Tess. Nie rozumiała jej zachowania. Nie oczekiwała, że zastanie ją w rozpaczy czy na granicy załamania. Oczekiwała jakichkolwiek emocji z jej strony, a ona była oziębła i chłodna, jak nie Tess. Jakby Zayn w ogóle jej nie obchodził. Zdała sobie sprawę, że tak naprawdę nie zna Tess.
- Cholera – mruknęła przeciągle pod nosem.
Poszła na górę gdzie zastała Margaret siedzącą w zamyśleniu przy kominku. Jej kręcone włosy okalały jej twarz jak aureola. Miała założone dłonie na kolanach i wpatrywała się popiół. Chłopaków nigdzie nie było.
- Jesteś jeszcze na nas zła? – spytała.
Kobieta jakby ocknięta ze snu spojrzała na Mayę i się delikatnie uśmiechnęła.
- Już nie – powiedziała spokojnie, ze znużeniem.
- Przepraszam, nie chcieliśmy cię niepokoić – zapewniła ją.
Margaret się zaśmiała.
- Zawsze się będę o was niepokoić, taka moja rola. – Uśmiechnęła się. – Byłam zła, że nie powiedzieliście mi gdzie tak naprawdę idziecie, a kiedy Zayn zadzwonił i powiedział, że nie możecie znaleźć Tess… byłam jednym, wielkim kłębkiem nerwów. – Zaśmiała się. – Złym kłębkiem nerwów.
- Przepraszam.
- Nie rozumiem czemu mi nie powiedzieliście, przecież możecie mi zaufać – westchnęła. – Zgodziłabym się, żebyście pojechali. Czy aż tak dużo od was oczekuję?
- Moje słowa nie cofną czasu, ale mogę ci obiecać, że to więcej się nie powtórzy – zapewniła.
- Trzymam cię za słowo – powiedziała. – Najważniejsze, że Tess się nic nie stało.
Maya nigdy nie czuła się tak źle. Zawiodła Margaret i nadużyła jej zaufania. Czuła się z tym źle, a po tej rozmowie jeszcze gorzej, ponieważ widziała zawód w oczach opiekunki.
Wróciła do swojego pokoju. Wzięła prysznic  i położyła się spać. Dopiero kiedy położyła się do łóżka poczuła prawdziwe zmęczenie. Zasnęła w  mgnienia oku.

Rano wstała cała obolała. Bolały ją łydki, plecy i pupa. Wstała z wielkim wysiłkiem, nie tylko przez ból. Była siódma rano i musiała się wyszykować do szkoły.
Wygramoliła się z łóżka i poszła pod zimny prysznic, który o dziwo ją dobudził. Ubrała się w pierwsze lepsze, wygodne ciuchy. Przeczesała włosy i wyszła, nie zważając na wygląd czy śniadanie. Nie dzisiaj.
Postanowiła, że nie pójdzie na pierwszą lekcję. Nie uśmiechało jej się patrzeć na Pot-Mana, który co rusz unosił spocone ręce. Usiadła koło szafki i czekała na dzwonek. Na korytarzach był pusto. Po pięciu minutach przysiadł się do niej Harry, który wszedł przed chwilą do szkoły.
Maya oparła głowę o szafę i przechyliła głowę spoglądając na niego.
- Cześć – przywitał się.
- Cześć.
- Nie jesteś na lekcji? – zapytał.
- Jak widać – odparła. – Jakoś nie miałam siły doczłapać się do klasy.
Harry zaśmiał się i dopiero na nią spojrzał.
- Co mówiła Margaret? – spytała nie odrywając wzroku od niego.
- Że ją zawiedliśmy i że się tego po nas nie spodziewała. Pytała się o bójkę i wygłosiła kazanie na temat odpowiedzialności, bezpieczeństwa, naszej przyszłości i jeszcze paru rzeczach. – Odwrócił wzrok.
- Acham – mruknęła, czując, że chłopak nie chce drążyć tematu.
- Spotkamy się później? – spytał po dłuższej ciszy.
- Możemy – odpowiedziała, zanim pomyślała na co się godzi.
- No to jesteśmy umówieni.
Wstał z podłogi i na chwile jeszcze przed nią kucnął. Podparł się o jej kolana i pochylił się ku niej. Delikatnie ją pocałował, wstał i odszedł.


***

No i mamy kolejny rozdział. Przepraszam, że o tak późnej porze, bo już jest po północy, ale o takich godzinach najlepiej mi myśleć. Jest cicho i na spokojnie mogę dopracować rozdział. Za wszelkie błędy przepraszam. Jutro… dzisiaj przeczytam to jeszcze raz , wyłapię błędy i poprawię. Teraz kleją mi się oczy.  Mam nadzieję, że rozdział się podoba i do następnego, pewnie w czwartek cały, albo we wtorek część. Całuję i pozdrawiam! Dobranoc :*

+ Dziękuje za 10.000 wyświetleń! Jesteście wielcy! 

11 komentarzy:

  1. Pierwszaa <33 Kocham to opwoiadanie *.*

    OdpowiedzUsuń
  2. Oooo, ten całus na koniec był uroczy <3 Świetnie, że Tess nic się nie stało, ale nadal się o nią martwię.
    Pozdrawiam i życzę dużo weny,

    http://gangsterzyzprzypadku.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny rozdział, z resztą tak samo jak reszta opowiadania ... Nie mogę się doczekać ciągu dalszego. Życzę dużo weny ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Fantastyczne :D Czekam na next :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wohoh... :D
    Widzę tutaj romansik *szczerzy się jak idiota*. :D
    No cudowne są te twoje rozdziały, cóż więcej mogę tu napisać? Nie mam słów! ♥

    xx. Niarry

    OdpowiedzUsuń
  6. SUPER <3 Oni sie umówili, oni się umówili^^ Ahahah *zaciesz*

    Zapraszam do siebie ;)
    http://harrykochakotki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Post oczywiscie super!
    Mimo zapewnienien Tess i tak sadze ze bedzie jeszcze jakas akcja z nia i Zaynem! ;D
    Oni sie umowili! Oni sie umowili! Jej!
    Juz nie moge doczekac sie kolejnego posta!
    Ciekawe co z tego wyniknie!

    PS Jak widzisz wszyscy sa najbardziejciekaei tego ich spotkania.
    SZYBKO NEXT!

    OdpowiedzUsuń
  8. Aaaaa przeczytałam wszystko i cię kocham! Piszesz fenomenalnie! Czekam z niecierpliwością na next ^▽^▽^

    OdpowiedzUsuń